http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lub całkiem inne rośliny

Jacek Żakowski
2011-08-16, ostatnia aktualizacja 2011-08-16 13:27

Być może trzeba pod pewnymi warunkami nieco rozluźnić gorset bezwzględnego zakazu GMO obowiązującego w Polsce. Ale sprawa jest zbyt poważna, by jej rozwiązanie wprowadzać tylnymi drzwiami w atmosferze przypominającej słynne ''lub czasopisma'' oraz ''i inne rośliny''

Jacek Żakowski
fot.
Jacek Żakowski
ZOBACZ TAKŻE
"Rząd polski dąży, by Polska uzyskała status kraju wolnego od GMO" - mówi "Ramowe stanowisko Rządu RP dotyczące organizmów genetycznie zmodyfikowanych" przyjęte w 2008 r. przez gabinet Tuska i Pawlaka. O ile wiem, to stanowisko wciąż obowiązuje. Ustawy o GMO, która by je wyrażała w formie powszechnie obowiązującego prawa, jednak nie uchwalono. Natomiast ustawa o nasiennictwie, którą w przedwyborczym zamieszaniu rzutem na taśmę uchwalił parlament, zawiera furtki mogące faktycznie otworzyć Polskę na GMO.

* Nie wiem, dlaczego Ministerstwo Rolnictwa przygotowało ustawę zawierającą zapisy sprzeczne ze stanowiskiem rządu. Dlaczego rząd ją przyjął i wysłał do Sejmu?

* Nie wiem, dlaczego koalicja PO-PSL uchwaliła ustawę sprzeczną ze stanowiskiem jej własnego rządu, a odpuściła realizujący to stanowisko projekt ustawy o GMO.

* Nie wiem, dlaczego członkowie rządu, którzy niespełna trzy lata temu przyjęli to stanowisko, nie realizowali go podczas prac nad ustawą w Sejmie i Senacie.

* Nie wiem, dlaczego szef tego samego rządu, który postanowił dążyć, "by Polska uzyskała status kraju wolnego od GMO", twierdzi teraz, że jest mu obojętne, czy prezydent tę ustawę podpisze, czy też ją zawetuje. Na zdrowy rozum ci, którzy do tego dążą, powinni prosić prezydenta o weto.

* Nie wiem, jakim cudem tak gładko przeszła ustawa dopuszczająca wprowadzanie GMO do Polski bez zabezpieczeń zapisanych w nieuchwalonej ustawie o GMO i wymaganych przez Unię Europejską, choćby takich, jak obowiązek znakowania upraw i produktów, ostrzeganie sąsiadów itp.

* Nie wiem, dlaczego rząd i parlament otworzyły furtkę dla GMO w Polsce bez konsultacji społecznych, których przeprowadzenie w tej sprawie jest ich obowiązkiem z mocy podpisanych przez Polskę i ratyfikowanych konwencji międzynarodowych.

* Nie wiem wreszcie, czy prace nad tą ustawą były objęte ochroną słynnej "tarczy antykorupcyjnej", co byłoby oczywiste, zważywszy, jak złą sławą cieszą się na świecie firmy z patentami na genetycznie zmodyfikowane nasiona.

W kwestii cudownego pojawienia się furtki dla GMO w niegroźnie wyglądającej ustawie o nasiennictwie, która miała załatwić całkiem inne problemy, za dużo jest takich pytań, by można było przejść nad nimi do porządku dziennego. Nawet gdyby żadne czarne moce za tym nie stały, sprawa jest na tyle nietypowa i zarazem tak poważna, że jako obywatel mam prawo szczegółowo się tego wszystkiego dowiedzieć, zanim furtka dla GMO zostanie otwarta.

Nie jestem zwolennikiem demonizowania GMO. Być może trzeba pod pewnymi warunkami nieco rozluźnić gorset bezwzględnego zakazu obowiązującego w Polsce. Ale sprawa jest zbyt poważna, by jej rozwiązanie wprowadzać tylnymi drzwiami w atmosferze przypominającej słynne "lub czasopisma" (z afery Rywina) oraz "i inne rośliny" (z ustawy o biopaliwach). To jest całkowicie wystarczający argument, by prezydent skorzystał z prawa weta. Nie będzie końca świata, a Polska się nie zawali, jeżeli ustawę o nasiennictwie - bez dziwnych zapisów o GMO - za kilka miesięcy ponownie uchwali następny parlament, a sprawę organizmów modyfikowanych genetycznie ureguluje odrębna ustawa, na którą ten problem zasługuje.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 27 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    44 głosy

Varga kontra Dunin: Ateizm a la GW

O ile listy do redakcji pisane przez teistów i ateistów aż tak bardzo mnie nie zdziwiły, a wręcz ucieszyły, to oddźwięk na stronie internetowej "Krytyki Politycznej" raczej mnie zdziwił mocno - pisze Krzysztof Varga

Asad zabija Homs

Jeśli nie zginiemy od bomb, to niedługo umrzemy z głodu. Niech choćby sam diabeł uratuje nas przed Asadem! - błagają mieszkańcy syryjskiego miasta, w którym zginęły już 3 tys. osób