Kolejny transfer z SLD do PO: Witold Gintowt-Dziewałtowski będzie kandydował do Senatu z poparciem Platformy - dowiedziała się "Rzepa". Elbląski poseł SLD zasiadający w Sejmie od czterech kadencji, specjalizujący się w tematyce samorządowej, nie dostał miejsca na listach SLD, bo krytykował lidera Sojuszu Grzegorza Napieralskiego. To kolejny po Bartoszu Arłukowiczu i Dariuszu Rosatim polityk lewicy porzucający Sojusz.
Przypomnijmy, że według ostatniego sondażu OBOP rośnie liczba wyborców niezdecydowanych. Sojusz dostał w tym sondażu tylko 6 proc. poparcie. To -
według Elizy Olczyk z ''Rzeczpospolitej'' - efekt złej kampanii SLD, w tym ''drętwych spotów'', ale też zamieszania na listach Sojuszu. Nie znalazło się na nich wielu dawniej wpływowych polityków SLD, z kandydowania zrezygnowała też Wanda Nowicka, działaczka Kongresu Kobiet, i Robert Biedroń, aktywista środowisk gejowskich. Dostali odległe miejsca. Sojusz chciał wykorzystać ich popularność do wepchnięcia do Sejmu mało znacznych partyjnych politruków.
Teraz SLD jest w biedzie: wyborcy, dla których prawa kobiet i mniejszości seksualnych są ważne, mogą się odwrócić i ukarać partię Napieralskiego za fałszywą lewicowość (niektóre wypowiedzi polityków Sojuszu świadczą wręcz o ich ukrytej homofobii). Nie jest jasne czy tacy wyborcy przerzucą swoje głosy na inną partię - w grę wchodzi Ruch Janusza Palikota lub PO, czy po prostu zostaną w domach.
Olczyk stawia ciekawą hipotezę dlaczego wierchuszka SLD raczej zwija swoje listy, a nie otwiera się na nowe środowiska, zwłaszcza, że "gdyby SLD występował dziś w formule koalicji Lewica i Demokraci, dla wielu wyborców byłby poważną alternatywą wobec PO". - Napieralski przygotowuje się na spędzenie kolejnych czterech lat w opozycji i chce mieć u boku wyłącznie ludzi wiernych i spolegliwych - twierdzi Olczyk.
Dzień wcześniej kontrowersyjny doradca Napieralskiego Włodzimierz Czarzasty
wyznał ''Rzepie'', że namawia lidera SLD do niewchodzenia do rządu PO, bo, gdy ten rząd się przewróci, dojdzie do przyspieszonych wyborów i Sojusz przejmie władzę.
"
Polska The Times" wytyka PiS-owi brak specjalistów od finansów i gospodarki, tymczasem tematy gospodarcze będą dominować w kampanii. Gdy posłanka Beata Szydło była na urlopie, jedyna osobą zdolną wystąpić z krytyką "drożyzny" był sam prezes
Jarosław Kaczyński. Tyle jednak, ze skończyło się na ogólnikach, typu "za kryzys nie mogą płacić biedni ludzie". PiS bez wątpienia nie ma ani polityków, ani ekspertów (partia nie ujawniła nawet, kto pomagał jej pisać program wyborczy) zdolnych unieść wyborczą potyczkę z ministrem Jackiem Rostowskim. I za to wyborcy mogą PiS ukarać.
PiS z SLD, czy SLD bez PiS W magazynie ''Polski The Times''
wywiad z b. premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem. Obawia się on niskiej frekwencji, co spłaszczy wyniki sondażowe między PO i PiS-em, obie partie mogą dostać podobne wyniki. - W takiej sytuacji niekoniecznie Donald Tusk będzie chciał zabierać się do tworzenia rządu - prognozuje Marcinkiewicz. Dopytywany czy wtedy PiS będzie chciał sięgnąć po władzę, nawet z SLD, Marcinkiewicz odpowiada: "Jeśli widzę na ulicach plakaty z hasłem: ''Premier Kaczyński. Czas na odważne decyzje'', to zastanawiam się z niepokojem, o jakie odważne decyzje chodzi. Nikt go na razie nie zapytał o to wprost''. I nie zapyta, bo z wieloma mediami prezes nie gada, i na pewno nie jest w jego interesie przyznawać się już teraz, w kampanii, że nie wyklucza koalicji z Sojuszem. Bo co by na to powiedziało
Radio Maryja z Tadeuszem Rydzykiem i ''Gazeta Polska'' z redaktorem Sakiewiczem?
Dla b. premiera i b. lidera SLD Leszka Millera koalicja z PiS jest już niemożliwa. - Myślę, że raport Ryszarda Kalisza [szefa komisji badającej okoliczności śmierci Barbary Blidy] ostatecznie te zmianę przypieczętował [raport zakończył się wnioskiem o postawienie Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobro przed Trybunałem Stanu]. SLD musiałby zawierać koalicję z PiS na grobie Barbary Blidy -
mówi Miller w wywiadzie dla magazynu ''Polska The Times''.
Kobiety do zarządów spółek ''Rzepa'' donosi, że Polska jest w sporze z Brukselą w sprawie kobiet w spółkach. W lipcu Parlament Europejski wezwał kraje unijne do zarezerwowania dla kobiet puli miejsc w radach i zarządach spółek giełdowych (do 2020r - dwie piąte miejsc). Dzisiaj kobiety stanowią 11 proc., mniej więcej tak samo jest w innych krajach. Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego, która przygotowała raport dla ministra sprawiedliwości, jest temu przeciwna. - To nie zarządy spółek wywołały kryzys, ale rządy, dlatego ani Unia, ani państwa nie powinny narzucać prywatnemu biznesowi takich rygorów - mówi ''Rz'' prof. Michał Romanowski, autor raportu. Sekunduje mu komentatorka ''Rzepy'' Ewa Usowicz: ''Wprowadzenie ustawowych parytetów to przecież nic innego jak podeptanie prawa własności i ograniczanie wolności gospodarczej''. I jeszcze: ''Państwo, które nie ponosi żadnego ekonomicznego ryzyka działania spółki, chce narzucać jej właścicielom zasady działania''.
To ciekawe pytanie: na ile państwo może ingerować w działanie prywatnego biznesu? Nie wiem tylko dlaczego pani Usowicz zakłada, że gdyby kobiety zasiadały w spółkach, los tych spółek byłby opłakany? Taki jest wyraźny podtekst jej wywodów: nie ma kobiet we władzach spółek, bo są głupsze, mniej potrafią niż mężczyźni.
Usowicz przyznaje, że "lubi pracować z mężczyznami". - Lubię w nich konkret, prostolinijność przekazu i nierozdzielanie włosa na czworo. I niech mnie feministki spalą na stosie - wyznaje komentatorka "Rzepy". No, to jest dopiero argument! Prof. Romanowski powinien go dopisać do swojego raportu.
Gaz z łupków - Pierwszy gaz z łupków popłynie już w sierpniu. PGNiG uruchamia próbne wydobycie. Ma ono wiele powiedzieć o polskich złożach -
zaczyna optymistycznie ''Rzeczpospolita''. Nie możemy się doczekać kiedy wreszcie "dobierzemy" się do tego gazowego bogactwa, przecież już tylko 1 proc. z prognozowanych przez Amerykanów naszych zasobów (5290 mld m3) zaspokoiłby nasze gazowe potrzeby przez pięć lat.
Balcerowicz jednak za PO Według Leszka Balcerowicza aby przezwyciężyć obecne zagrożenia dla gospodarki, trzeba usuwać bariery dla przedsiębiorczości.
W wywiadzie dla ''Dziennika Gazety Prawnej'' b. wicepremier mówi, że spadki na giełdach to sygnały ostrzegawcze dla polityków, by wzięli się do reform. - Ważne by nie wybierać polityków, którzy są nastawieni do gospodarki rynkowej wrogo - wprost lub pośrednio. Dla tych pierwszych przedsiębiorca jest potencjalnym przestępcą. Ci drudzy głośno przedsiębiorczość chwalą, ale działają przeciwko niej, pogarszając warunki w jakich funkcjonuje - mówi Balcerowicz. Ci pierwsi to bez dwóch zdań PiS, ci drudzy to SLD (bo chcą zwiększać wydatki budżetowe, co skutkuje wzrostem podatków). I tak Balcerowicz, do niedawna w ostrym sporze z rządem PO w sprawie
OFE, w gruncie rzeczy wskazał by głosować na partię Tuska.
Wszystkie gazety ostro krytykują prokuraturę za przekazanie białoruskim śledczym danych o kontach białoruskich opozycjonistów. W ''Fakcie'' Agnieszka Romaszewska, szefowa Telewizji Biełsat,
nazywa to skandalem. Jej zdaniem pierwszą przyczyną tego skandalu jest fakt, że polskie instytucje ze sobą nie współpracują. Prokuratura nie spytała o opinię MSZ. Poza tym ''nie ma wystarczającej świadomości tego, iż Polska wspiera demokrację, wolność, że to są wartości''.
Za to ''Super Express''
opisuje wstrząsający przypadek kapitana Jacka Matysiaka, któremu, gdy miał 41 lat,
NFZ odmówił leczenia stwardnienia rozsianego. Był za stary. - W Polsce na stwardnienie rozsiane choruje 40 tys. osób, a leczone jest z tego 7-8 proc. NFZ w ten sposób skazuje ludzi na śmierć - mówi Anna Gryżewska z Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego.