Głos łudząco podobny do głosu przewodniczącego, specyficzna dykcja i niestandardowy akcent - takoż. Czyżby reklama nowego sezonu "Rozmów w tłoku" Szymona Majewskiego?
Okazało się jednak, że to prawdziwy spot
SLD. Ma przedstawić Napieralskiego jako męża stanu, lidera nowoczesnej lewicy o rozległych horyzontach, dalekowzrocznego polityka grającego w jednej lidze już nie z Zapatero, a z Obamą co najmniej. - Bierne rządy nie rozumieją jutrzejszych wyzwań. Ja je dostrzegam - przekonuje z
radia Napieralski.
Zrobiony jest ten spot z takim rozmachem, że w pełni odczytają i docenią go dopiero następne pokolenia, dysponujące już "nowymi źródłami energii".
Chciałbym wszakże wyrazić szczere uznanie dla człowieka, który potrafił uderzyć się we własne piersi. Fragment o "celebrytach pochłoniętych uściskami dłoni i pozowanymi zdjęciami" zabrzmiał przecież jak donośne mea culpa.
Barack Obama wprawdzie Napieralskiemu nie pozował, nasz mąż stanu in spe wziął swego amerykańskiego kolegę z zaskoczenia, ale i w dziedzinie pozowanych fotek lider SLD to niezgorszy ekspert. Przekonały się o tym w niedalekiej przeszłości pewne blond bliźniaczki śpiewające pieśń o Napieralskim, przekonali się obdarowani przez niego jabłkami robotnicy; swoje miejsce w jego kampanii miały nawet zbierane przez niego grzyby.
Wyznanie winy zatem doceniam. Nasuwa się jednak pytanie: czy Napieralski nagrał ten spot przed fotkami czy po fotkach w "Fakcie" pod tytułem "
Grzegorz Napieralski się pluska... a poparcie mu rośnie"?