Paul Staines, autor najbardziej znanego blogu politycznego żąda, aby władze przywróciły karę śmierci za zabójstwa dzieci i policjantów na służbie. Staines wysłał petycję w tej sprawie do ministerstwa sprawiedliwości na uruchomioną w czwartek stronę z e-petycjami. Zgodnie z nowymi zasadami rozpatrywania petycji wniosek trafi pod obrady parlamentu, jeśli podpisze się pod nim najmniej 100 tys. ludzi, a komisja Izby Gmin uzna, że sprawą warto się zająć.
Staines w ciągu jednego dnia zebrał prawie 4,5 tys. podpisów. Jego blog "Guido Fawkes" ma tysiące czytelników, których łatwo zmobilizować. Jeśli do akcji przyłączą się uwielbiające tego typu akcje tabloidy, Staines może szybko zebrać wymaganą liczbę podpisów.
W 2008 r. popularna bulwarówka "The Sun" zebrała prawie 100 tys. podpisów pod akcją w sprawie przywrócenia kary śmierci dla morderców.
Choć liczba zwolenników karania śmiercią na Wyspach spadła w ciągu ostatnich dziesięciu lat z prawie 70 proc. do 51 proc. (dane z 2010 r.), sprawa budzi wielkie emocje.
W czwartek, pierwszego dnia obowiązywania nowych zasad rozpatrywania i publikowania petycji, Brytyjczycy zarzucili Rząd Jej Królewskiej Mości petycjami dotyczącymi kary śmierci. Spośród ponad 160 umieszczonych do piątku rano na rządowej stronie petycji obywatelskich blisko 40 było za karą śmierci.
W rejestrze zamieszczono także kilkanaście petycji przeciwko przywróceniu kary śmierci albo referendum w tej sprawie, a autor jednej z nich zażądał, by "powiesić wszystkich tych, którzy chcą wrócić do wieszania". Ostatnie dwie egzekucje w Wielkiej Brytanii zostały wykonane w sierpniu 1964 r. w Manchesterze i Liverpoolu. W 1969 r. zniesiono karę śmierci za morderstwo, a w 1998 formalnie zlikwidowano ją w całej Wielkiej Brytanii.
W debacie o petycjach oliwy do ognia w sprawie kary śmierci dolał minister do spraw parlamentarnych sir George Young. Przyznał on, że parlament nie powinien unikać debaty o karze śmierci, jeśli będzie się jej domagać opinia publiczna. - Ludzie mają zdecydowane opinie w sprawie kary śmierci i ignorowanie ich albo udawanie, że ich nie ma nie służy demokracji - mówił Young, który jest konserwatystą.
I choć w Partii Konserwatywnej jest grupa posłów, którzy są zwolennikami kary śmierci, premier David Cameron nie zaryzykuje poparcia sprawy, gdyż to naraziłoby go na wojnę ze współrządzącymi liberałami i batalię w Brukseli. Nawet jeśliby petycja trafiła pod obrady, szanse na to, aby parlament zmienił prawo, są znikome. Przywrócenie kary śmierci oznaczałoby konieczność wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, która nie dopuszcza kary śmierci i zapewne z Rady Europy. Zjednoczone Królestwo musiałoby też wystąpić albo uzyskać dla wyjątek w europejskiej konwencji praw człowieka.
Zwyczaj petycji internetowych, w których obywatele piszą do premiera i ministrów o tym, co im leży na sercu, wprowadził kilka lat temu laburzystowski premier Tony Blair.
Od tego czasu na stronie internetowej Number10.gov.uk pojawiło się ich kilkadziesiąt tysięcy - od poważnych i dotyczących całego kraju (2 mln podpisów przeciwko wprowadzeniu opłat autostradowych), przez lokalne (budowa linii tramwajowej w Edynburgu), po dość kuriozalne (złożona przez niejakiego Adriana Bonningtona i ośmiu innych Brytyjczyków petycja w sprawie powstrzymania kłusownictwa łabędzi i nielegalnych połowów karpia w rzece Nene we wschodniej Anglii, czego mieli się dopuszczać imigranci z Europy Środkowej).
To, co dla laburzystów było ciekawym eksperymentem, torysi potraktowali poważnie. Uczynienie z petycji skutecznego i dostępnego dla wszystkich narzędzia wpływania na władzę, stało się ich obsesją. Sposób angażowania obywateli w współtworzenie prawa pasował bowiem do forsowanej przez Camerona koncepcji "wielkiego społeczeństwa". Zgodnie z nią obywatele przejmują od władz coraz więcej odpowiedzialności za los swój i państwa.
Źródło: Gazeta Wyborcza