http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niepełnosprawny system wspierania uczniów niepełnosprawnych

dr Paweł Kubicki*
2011-08-05, ostatnia aktualizacja 2011-08-05 16:40

Z zainteresowaniem zapoznałem się z wypowiedzią pana Włodzimierza Paszyńskiego - zastępcy Prezydenta m.st. Warszawy - oraz opinią MEN dotyczącą poruszanego w artykule "Dzieci gorszego MENu" tematu uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych i mam do nich kilka uwag.

ZOBACZ TAKŻE
Po pierwsze, chciałbym na początku dyskusji wykluczyć placówki specjalne, które funkcjonują całkiem dobrze i skupić się jedynie na placówkach integracyjnych i ogólnodostępnych. Po drugie, nikt nie twierdzi, że środki z dodatkowych wag subwencyjnych są wydawane na inne cele niż edukacja! Prosta analiza danych statystycznych pokazuje, że ponad dwie trzecie samorządów dopłaca z własnych środków do utrzymania placówek edukacyjnych. To, na co wraz z innymi rodzicami zwracamy uwagę, to fakt, że pieniądze te w dużej części nie są wydatkowane zgodnie z intencją, czyli TYLKO na dodatkowe potrzeby uczniów wynikające z niepełnosprawności. Koszt utrzymania nauczycieli przedmiotowych i bieżącego funkcjonowania placówek powinien być finansowany z kwoty bazowej subwencji i środków własnych samorządów, a środki z dodatkowych wag powinny być przeznaczane na zindywidualizowane wsparcie osoby niepełnosprawnej.

Niestety w praktyce dodatkowe środki naliczane na uczniów niepełnosprawnych nie trafiają za uczniem do placówki, by sfinansować jego potrzeby. W szczególności dotyczy to placówek ogólnodostępnych, gdzie uczniów z orzeczeniami jest niewielu, a dodatkowe wsparcie jest szczególnie potrzebne. W tym znaczeniu niepełnosprawne dzieci finansują deficyt systemu oświaty, a samorząd, w tym także warszawski tnie wydatki kosztem uczniów najsłabszych. Przykład północnopraski nie jest także chybiony, na co posiadamy kompletną dokumentację, a planowane cięcia były dużo większe, niż odpływ uczniów z orzeczeniami i tylko interwencja dyrektor placówki Bożeny Ćwiklińskiej i rozgłos medialny - w tym artykuł w Gazecie Stołecznej - uratowały część etatów.

Po trzecie, poetyka spisku nie jest moją poetyką. Ja tylko cytowałem posłów PO, którzy nieoficjalnie popierali naszą inicjatywę, ale nie chcieli poprzeć projektu nowelizacji ustawy, bo oficjalne stanowisko MEN jest inne oraz jednego z posłów lewicy, który stwierdził, żeby to załatwiać przez ZNP, którego opinia w sprawach edukacyjnych jest kluczowa. Ta niechęć do zmian jest o tyle zrozumiała, że chodzi o ogromne kwoty, w samym roku 2010 na dodatkowe wagi subwencyjne wydano trzy miliardy złotych. Na marginesie nie mam żadnych uwag krytycznych co do postawy Związku Nauczycielstwa Polskiego, z którego przedstawicielami się spotkałem. Wspólnie uważamy, że problemem nie są nauczyciele, ale rozbieżność teoretycznych oczekiwań MEN z lokalną praktyką. Rozbieżność wynikająca przede wszystkim z różnicy pomiędzy subwencją oświatową a realnym kosztem funkcjonowania placówek edukacyjnych.

Niestety MEN w swoich rozporządzeniach tworzy coś, co mój kolega nazywa "papierowymi skrzydłami", które pozwalają marzyć opiekunom dzieci niepełnosprawnych o zmianie swojej sytuacji i wzniesieniu się ponad codzienne troski, ale w rzeczywistości nie pomogą oderwać się od ziemi. Co więcej proponowane przez men zmiany opracowano w oderwaniu od wniosków ekspertów z zespołu ds. specjalnych potrzeb edukacyjnych powołanego przez men w X 2008. Tym samym w oderwaniu od doświadczeń dzieci i pedagogów czego potwierdzeniem jest list otwarty zespołu w którym dystansuje się on od pomysłów MEN i wybiórczego traktowania rekomendacji, wypaczającego ich sens.

Teraz już wiemy, że ustawy zmienić się nie da, choć wbrew temu, co mówi MEN wcale nie trzeba do tego zmieniać Konstytucji, czego dowodem jest złożony przez nas projekt. Warto jednak, by rodzice wykorzystali deklaracje MEN do swoich celów i wszędzie tam, gdzie nie w pełni realizowane są zalecenia z orzeczeń o potrzebie kształcenia specjalnego, kierowali sprawę do kuratorium i sądu. Z naszej strony postaramy się przygotować poradnik prawny dla rodziców chcących walczyć o respektowanie prawa do edukacji i należnego wsparcia dla dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych.

Na zakończenie chciałbym podziękować "Gazecie Wyborczej" za poruszenie bardzo istotnego tematu i zaapelować do rodziców by wysyłali do Gazety swoje historie związane z edukacją dzieci z orzeczeniami. Im więcej reportaży i tekstów, tym większa szansa, że pomimo braku uregulowań prawnych uda się choć trochę poprawić los niepełnosprawnych uczniów i ich opiekunów.

*dr Paweł Kubicki, koordynator projektu ''Wszystko jasne''

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':