http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rosja zbada śmierć Magnitskiego

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
2011-08-03, ostatnia aktualizacja 2011-08-03 15:43

Pod naciskiem międzynarodowej opinii publicznej śledczy wyjaśnią sprawę śmierci Siergieja Magnitskiego - prawnika zachodniego funduszu inwestycyjnego zamęczonego w więzieniu na polecenie funkcjonariuszy, którzy okradli jego firmę.

Matka Siergieja Magnitskiego ze zdjęciem syna
Fot. Alexander Zemlianichenko AP
Matka Siergieja Magnitskiego ze zdjęciem syna
Tragedia 37-letniego adwokata funduszu Hermitage Capital Management w moskiewskim areszcie Matroska Tiszyna stała się dla świata przestrogą przed niebezpieczeństwami czyhającymi na tych, którzy chcą robić interesy w Rosji. Jego koledzy z Hermitage, który włożył w Rosję 4 mld dol., od razu po śmierci Magnitskiego ogłosili, że padł on ofiarą milicjantów, prokuratorów, inspektorów podatkowych i sędziów, którzy zaangażowani w śledztwo przeciw funduszowi ukradli firmie 540 mln zł.

Prawnik wykrył ich przestępstwo, oni posłali go ciężko chorego na serce, wątrobę i trzustkę za kratki, a w areszcie odmówili mu opieki medycznej, by zmusić go do odwołania obciążających zeznań.

Sprawa odbiła się szerokim echem na świecie. Moskwa zareagowała na nią po swojemu, nagradzając tych funkcjonariuszy, którzy według pracowników Hermitage okradli fundusz i zamęczyli Magnitskiego.

To sprawiło, że krytyka pod adresem Rosji tylko się wzmogła. Parlament Holandii wezwał swój rząd, by zakazał wjazdu i zamroził konta bankowe 60 osób zamieszanych w aferę. Prawa do wiz wjazdowych odmówiły tym ludziom także Stany Zjednoczone.

Wreszcie prezydent Dmitrij Miedwiediew polecił zbadać sprawę śmierci Magnitskiego swoim doradcom z kremlowskiej rady praw człowieka. Ci eksperci w pełni potwierdzili to, o czym od dwóch prawie lat mówią pracownicy Hermitage i o czym od dawna piszą światowe media.

W swym raporcie opisali też makabryczne okoliczności agonii prawnika. Udało im się stwierdzić, że umierający, cierpiący nieopisane męki człowiek, został skuty kajdankami i był bity przez strażników więziennych. W tym czasie wezwana do niego karetka pogotowia długo czekała pod bramą Matroskiej Tiszyny. Lekarze zostali wpuszczeni do aresztu dopiero wtedy, kiedy Magnitski już nie żył.

Wstrząsający raport spowodował, że w środę rosyjski Komitet Śledczy wszczął dochodzenie w sprawie śmierci Magnitskiego i zapowiada, że zbada "wszystkie wersje" tragedii. Z drugiej strony Moskwa nadal broni "honoru munduru" swych funkcjonariuszy i zapowiada, że "adekwatnie odpowie" na nałożone na nich przez Amerykanów sankcje wizowe.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 34 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':