I się zaczęło. Spektakl potępień objął pół sceny politycznej.
Antoni Mężydło z PO: "O Boże, jak on mógł coś takiego powiedzieć".
Adam Hofman z
PiS: "Minister w wolnym kraju powinien gloryfikować trud Powstania, jeśli tego nie robi, to pokazuje, że pasuje do komunizmu".
Zbigniew Girzyński z PiS: "Urzędowanie Sikorskiego jako ministra spraw zagranicznych osobiście uznaję za naszą narodową katastrofę początku XXI w.".
Jarosław Kaczyński - domaga się przeprosin i "wyciągnięcia konsekwencji".
Do chóru dołączyła nawet Hanna Gronkiewicz-Waltz z PO. Wyjaśniła, że "Sikorski nie jest z Warszawy".
Wszystkich przebił głos warszawskich radnych PiS. Uwaga! Jest to oświadczenie pisemne, a więc nie było tak, że któryś wstał i coś palnął. Radni się zebrali, pomyśleli i wyprodukowali takie oto zdanie: "Podważanie sensu heroicznego zrywu Powstańców Warszawskich, atak na ich dowódców, nie powinny mieć miejsca w Wolnej i Niepodległej Rzeczypospolitej".
To jedna z najgłupszych rzeczy, jakie ostatnio czytałem. Pytam radnych PiS: Dlaczego niby w wolnej Polsce nie można krytykować Powstania? Kto tak każe? Czy może wpisaliście to do konstytucji? Będziecie zakuwać w dyby przy warszawskiej Syrence?
Dyskusja o sensowności Powstania toczy się od 1944 r. Bywała ostra i ożywcza. Wpis Sikorskiego jest niewinny w porównaniu z tym, co o Powstaniu pisali Anders czy Kisielewski. Nawet w Peerelu udawało się - mimo cenzury - poważnie o Powstaniu rozmawiać.
Tymczasem w wolnej Polsce od kilku lat tej dyskusji prawie nie ma. Powstanie pozostaje kapliczką. Zbudowaliśmy muzeum, pędzimy do niego szkolne wycieczki. I nie potrafimy o Powstaniu uczciwie dyskutować. Jego krytycy słyszą moralny szantaż: nie kochacie Polski, plujecie na bohaterów. Chociaż nikt przecież nie kwestionuje poświęcenia i heroizmu powstańców.
W kolejne rocznice politycy i telewizje urządzają usypiający spektakl. Leją patos. „Przyszedł czas wojny i okupacji, a gdy wybiła godzina „W «, powstańcy chwycili za broń, aby wyzwolić Warszawę i Polskę. My w czasach pokoju także staramy się służyć
Warszawie, by - jak chciał prezydent Starzyński - była wielka” - oto fragment tegorocznego przemówienia Hanny Gronkiewicz-Waltz.
"Aczkolwiek umilkły strzały, umilkł ogień walki w Warszawie, to walka od razu się rozpoczęła, dramatyczna walka o własny honor, honor Polski i Warszawy, o narodową pamięć o Powstaniu" - to prezydent Komorowski.
Zginęło 180 tysięcy ludzi. Do walki szły 14-letnie dzieci. Z powierzchni ziemi zniknęło miasto. To tragiczne wydarzenie nie zasługuje na sztampę. Zasługuje na zażarte spory. Sikorski nam o tym przypomniał, przerwał ugrzeczniony spektakl.