Mój ojciec Osama ben Laden
26.07.2011
, aktualizacja: 26.07.2011 14:23
- Czy myślisz, że twój ojciec jest złem wcielonym? - zapytał dwa lata temu dziennikarz magazynu "New Statesmen". - Nigdy nie pozwolę sobie myśleć o nim w ten sposób
''Musiałam odejść. Wspomnienia żony i syna Osamy bin Ladena''
Jean Sasson,
przeł. Adriana Sokołowska-Ostapko,
Znak, Kraków
"Nigdy nie ociągaliśmy się z potępianiem ataków Al-Kaidy i opłakiwaniem ofiar zamachów. Ale tak jak potępialiśmy naszego ojca, tak teraz potępiamy prezydenta USA za wydanie rozkazu egzekucji nieuzbrojonego człowieka".
Taki list opublikował tuż po zabiciu Osamy ben Ladena "New York Times". Podpis: "Omar ben Laden wraz z braćmi". Przekazała go gazecie Jean Sasson, która kilka lat wcześniej wysłuchała opowieści Omara i jego matki Nadżwy, pierwszej żony Osamy, i opublikowała ją w swojej książce.
Pochowałbym cię, synu
15 lat przed wysłaniem listu do "New York Timesa" 15-letni Omar wspina się górską ścieżką w masywie Tora Bora w Afganistanie. Obok idzie jego ojciec, już wtedy ścigany terrorysta. Kilka tygodni wcześniej obaj wylądowali w Dżalalabadzie wraz z grupką zaufanych szefa Al-Kaidy, weteranów wojny z ZSRR w Afganistanie w latach 80. Wszyscy musieli uciekać z Sudanu, bo USA, ale też Egipt, naciskały na rząd w Chartumie, by pozbył się Osamy ben Ladena, który szkolił na wybudowanych przez siebie farmach islamskich fanatyków do walki z Zachodem i zeświecczonymi arabskimi dyktatorami.
W Afganistanie władzę przejmują właśnie inni fanatycy - talibowie. Jeden z wpływowych mułłów z Dżalalabadu, który zna Osamę jeszcze z czasów walki z Armią Radziecką, oferuje mu Tora Bora. Prymitywne górskie chatki z grubo ciosanych kamieni - nowy dom dla szefa Al-Kaidy, jego trzech żon i kilkunastu dzieci.
Osama słynie z surowości. Nawet w czasach, gdy był zamożnym biznesmenem w Arabii Saudyjskiej, nie pozwalał w swojej willi używać pralek, lodówek czy klimatyzacji, nie mówiąc już o telewizji. Uważał, że w ten sposób Zachód psuje tradycyjne muzułmańskie społeczeństwo, choć sam miał jedną słabość w zupełnie konsumpcyjnym stylu - najnowsze modele mercedesów.
"Omarze, zagrożenie może pojawić się w każdej chwili. Musimy poznać tu każdą skałę, żeby w razie potrzeby znaleźć drogę ucieczki" - tłumaczy swojemu czwartemu synowi, w którym widzi następcę.
"Któregoś dnia podczas wspólnej wyprawy szedłem z przodu po występie skalnym znajdującym się nieco wyżej od ścieżki, którą kroczył ojciec. W pewnym momencie źle postawiłem nogę, straciłem równowagę i niemal ześlizgnąłem się z wąskiej półki. Ojciec nawet się nie poruszył, spokojnie patrzył i czekał, aż wdrapię się z powrotem na występ i podejmę wędrówkę. Kiedy później spytałem go, co by zrobił, gdybym spadł i skręcił sobie kark, odpowiedział z właściwą sobie beznamiętnością: Pochowałbym cię, synu".
Śmierć dla zgwałconego
Relacje Omara z ojcem są chłodne. Imponuje mu, że wielu Saudyjczyków uważa ojca za bohatera, że Osama jako jedyny cywil w kraju otrzymuje pozwolenie na noszenie broni w miejscach publicznych i jazdę samochodem z przyciemnianymi szybami. Uwielbia słuchać opowieści Osamy o bitwach z radzieckimi żołnierzami w Afganistanie.
Omar na farmie pod rodzinną Dżuddą w Arabii Saudyjskiej ma ulubioną klacz. Ojciec po ucieczce do Sudanu ściąga do siebie rodzinę. I konie - ale wyłącznie ogiery. Saudyjskie prawo zabrania wywozu klaczy rasy arabskiej.
Omar zaczyna rozumieć, że radykalizm ojca przekłada się na jego życie. W Sudanie nie może bawić się z innymi dziećmi - zwłaszcza że w willi naprzeciwko mieszka też wielodzietna, ale chrześcijańska rodzina. Nie rozumie, gdy ojciec każe przenocować całej rodzinie na pustyni bez koców, każe za to wykopać jamy i przysypać się ziemią, by zatrzymać ciepło ciała.
Wstrząsem jest dla niego śmierć kolegi. Chłopiec zostaje zgwałcony przez trzech bojowników w utrzymywanym przez ben Ladena obozie weteranów wojny afgańskiej w Sudanie. Gwałciciele robią przy tym zdjęcia, ale Ajman az-Zawahiri, numer 2 w Al-Kaidzie, uznaje, że to chłopiec dopuścił się homoseksualnych zachowań, i strzela mu w głowę. "Myślałem, że ojciec stanie w obronie ofiary, on jednak umył ręce" - powie po latach Omar. "Nie pojmowałem, dlaczego tak wykształcony i inteligentny człowiek znosił towarzystwo tych wszystkich bandytów, którzy - fakt - podzielali jego poglądy, ale byli prymitywnymi okrutnikami".
Nie umrę za wiarę
W konserwatywnych muzułmańskich rodzinach przeciwstawienie się ojcu to rzecz nie do pomyślenia - z szacunku nie patrzy się starszym nawet w oczy. Więź Omara z ojcem pęka ostatecznie w Afganistanie, gdy Osama nie daje się przekonać do rezygnacji z mieszkania w prymitywnych chatach na stokach Tora Bora, choć matka Omara jest w zaawansowanej ciąży, a jest to już jej dziesiąte dziecko. W Tora Bora nie ma prądu ani bieżącej wody. W dodatku do najbliższego szpitala są cztery godziny drogi po górach. Gdy 15-letni Omar wsiada do samochodu, by odebrać matkę i rodzeństwo z lotniska w Dżalalabadzie, patrzy za siebie na ojca: "Nagle wydał mi się stary i bardzo samotny. Po raz pierwszy w życiu poczułem, że on jest przeszłością, a ja przyszłością. Poczułem się mężczyzną".
Omar coraz bardziej odsuwa się od ojca, choć ten w końcu przyjmuje propozycję talibów i przeprowadza się do poradzieckich koszar pod Kandaharem. Tam syn wprost prosi ojca, by pozwolił mu wrócić do krewnych w Arabii albo do rodziny matki w Syrii. Osama odmawia.
Jest rok 2000, gdy Osama w bazie pod Kandaharem zbiera Omara i braci. "Posłuchajcie. Na ścianie w meczecie wisi kartka. Na tej kartce zapisują się pobożni muzułmanie, którzy gotowi są wyruszyć na samobójczą misję" - mówi. "Nie powiedział wprost, byśmy umieścili swoje nazwiska na liście, ale wyraźnie dał nam do zrozumienia, że tego od nas oczekuje. Jeden z młodszych braci zerwał się na nogi, skinął ojcu głową i popędził do meczetu. Ogarnęła mnie wściekłość: - Ojcze, jak możesz prosić o to swoich synów? - Omarze, znaczysz dla mnie tyle co każdy inny obcy mężczyzna czy chłopiec w tym kraju. Odnosi się to także do pozostałych synów".
Zniszczył nas wszystkich!
Omar wyjechał wkrótce do Syrii wraz z matką, która znów była w ciąży, i trójką rodzeństwa. Tam postarał się o odzyskanie saudyjskiego obywatelstwa, wrócił do Dżuddy, a rząd zwrócił mu część skonfiskowanego w 1994 r. majątku Osamy.
11 września 2001 r. spał w swoim łóżku, gdy do pokoju wpadł jego wuj, wołając: "Chodź, zobacz, co zrobił mój brat! Zniszczył nam życie! Zniszczył nas wszystkich!".
"Członkowie potężnego klanu ben Ladenów zareagowali podobnie jak moja mama. Nikt nie chciał o tym rozmawiać. Babcia w ogóle nie przyjmowała do wiadomości, że jej syn może być odpowiedzialny za atak w Nowym Jorku. Ja również wyszukiwałem argumenty przemawiające na korzyść ojca".
Dziś Omar ma 30 lat, syna i drugą żonę (z pierwszą się rozwiódł), starszą od siebie o 20 lat Brytyjkę. Próbował, bez powodzenia, sił w biznesie. Z ojcem od 2001 r. nie utrzymywał - jak twierdzi - kontaktów.
Do dziś jego opowieść to jedyne, co ktokolwiek z rodziny ben Ladenów powiedział o Osamie. Jeden z najbogatszych saudyjskich rodów konsekwentnie unika wszelkich wypowiedzi o szefie Al-Kaidy.
Jean Sasson,
przeł. Adriana Sokołowska-Ostapko,
Znak, Kraków
"Nigdy nie ociągaliśmy się z potępianiem ataków Al-Kaidy i opłakiwaniem ofiar zamachów. Ale tak jak potępialiśmy naszego ojca, tak teraz potępiamy prezydenta USA za wydanie rozkazu egzekucji nieuzbrojonego człowieka".
Taki list opublikował tuż po zabiciu Osamy ben Ladena "New York Times". Podpis: "Omar ben Laden wraz z braćmi". Przekazała go gazecie Jean Sasson, która kilka lat wcześniej wysłuchała opowieści Omara i jego matki Nadżwy, pierwszej żony Osamy, i opublikowała ją w swojej książce.
Pochowałbym cię, synu
15 lat przed wysłaniem listu do "New York Timesa" 15-letni Omar wspina się górską ścieżką w masywie Tora Bora w Afganistanie. Obok idzie jego ojciec, już wtedy ścigany terrorysta. Kilka tygodni wcześniej obaj wylądowali w Dżalalabadzie wraz z grupką zaufanych szefa Al-Kaidy, weteranów wojny z ZSRR w Afganistanie w latach 80. Wszyscy musieli uciekać z Sudanu, bo USA, ale też Egipt, naciskały na rząd w Chartumie, by pozbył się Osamy ben Ladena, który szkolił na wybudowanych przez siebie farmach islamskich fanatyków do walki z Zachodem i zeświecczonymi arabskimi dyktatorami.
W Afganistanie władzę przejmują właśnie inni fanatycy - talibowie. Jeden z wpływowych mułłów z Dżalalabadu, który zna Osamę jeszcze z czasów walki z Armią Radziecką, oferuje mu Tora Bora. Prymitywne górskie chatki z grubo ciosanych kamieni - nowy dom dla szefa Al-Kaidy, jego trzech żon i kilkunastu dzieci.
Osama słynie z surowości. Nawet w czasach, gdy był zamożnym biznesmenem w Arabii Saudyjskiej, nie pozwalał w swojej willi używać pralek, lodówek czy klimatyzacji, nie mówiąc już o telewizji. Uważał, że w ten sposób Zachód psuje tradycyjne muzułmańskie społeczeństwo, choć sam miał jedną słabość w zupełnie konsumpcyjnym stylu - najnowsze modele mercedesów.
"Omarze, zagrożenie może pojawić się w każdej chwili. Musimy poznać tu każdą skałę, żeby w razie potrzeby znaleźć drogę ucieczki" - tłumaczy swojemu czwartemu synowi, w którym widzi następcę.
"Któregoś dnia podczas wspólnej wyprawy szedłem z przodu po występie skalnym znajdującym się nieco wyżej od ścieżki, którą kroczył ojciec. W pewnym momencie źle postawiłem nogę, straciłem równowagę i niemal ześlizgnąłem się z wąskiej półki. Ojciec nawet się nie poruszył, spokojnie patrzył i czekał, aż wdrapię się z powrotem na występ i podejmę wędrówkę. Kiedy później spytałem go, co by zrobił, gdybym spadł i skręcił sobie kark, odpowiedział z właściwą sobie beznamiętnością: Pochowałbym cię, synu".
Śmierć dla zgwałconego
Relacje Omara z ojcem są chłodne. Imponuje mu, że wielu Saudyjczyków uważa ojca za bohatera, że Osama jako jedyny cywil w kraju otrzymuje pozwolenie na noszenie broni w miejscach publicznych i jazdę samochodem z przyciemnianymi szybami. Uwielbia słuchać opowieści Osamy o bitwach z radzieckimi żołnierzami w Afganistanie.
Omar na farmie pod rodzinną Dżuddą w Arabii Saudyjskiej ma ulubioną klacz. Ojciec po ucieczce do Sudanu ściąga do siebie rodzinę. I konie - ale wyłącznie ogiery. Saudyjskie prawo zabrania wywozu klaczy rasy arabskiej.
Omar zaczyna rozumieć, że radykalizm ojca przekłada się na jego życie. W Sudanie nie może bawić się z innymi dziećmi - zwłaszcza że w willi naprzeciwko mieszka też wielodzietna, ale chrześcijańska rodzina. Nie rozumie, gdy ojciec każe przenocować całej rodzinie na pustyni bez koców, każe za to wykopać jamy i przysypać się ziemią, by zatrzymać ciepło ciała.
Wstrząsem jest dla niego śmierć kolegi. Chłopiec zostaje zgwałcony przez trzech bojowników w utrzymywanym przez ben Ladena obozie weteranów wojny afgańskiej w Sudanie. Gwałciciele robią przy tym zdjęcia, ale Ajman az-Zawahiri, numer 2 w Al-Kaidzie, uznaje, że to chłopiec dopuścił się homoseksualnych zachowań, i strzela mu w głowę. "Myślałem, że ojciec stanie w obronie ofiary, on jednak umył ręce" - powie po latach Omar. "Nie pojmowałem, dlaczego tak wykształcony i inteligentny człowiek znosił towarzystwo tych wszystkich bandytów, którzy - fakt - podzielali jego poglądy, ale byli prymitywnymi okrutnikami".
Nie umrę za wiarę
W konserwatywnych muzułmańskich rodzinach przeciwstawienie się ojcu to rzecz nie do pomyślenia - z szacunku nie patrzy się starszym nawet w oczy. Więź Omara z ojcem pęka ostatecznie w Afganistanie, gdy Osama nie daje się przekonać do rezygnacji z mieszkania w prymitywnych chatach na stokach Tora Bora, choć matka Omara jest w zaawansowanej ciąży, a jest to już jej dziesiąte dziecko. W Tora Bora nie ma prądu ani bieżącej wody. W dodatku do najbliższego szpitala są cztery godziny drogi po górach. Gdy 15-letni Omar wsiada do samochodu, by odebrać matkę i rodzeństwo z lotniska w Dżalalabadzie, patrzy za siebie na ojca: "Nagle wydał mi się stary i bardzo samotny. Po raz pierwszy w życiu poczułem, że on jest przeszłością, a ja przyszłością. Poczułem się mężczyzną".
Omar coraz bardziej odsuwa się od ojca, choć ten w końcu przyjmuje propozycję talibów i przeprowadza się do poradzieckich koszar pod Kandaharem. Tam syn wprost prosi ojca, by pozwolił mu wrócić do krewnych w Arabii albo do rodziny matki w Syrii. Osama odmawia.
Jest rok 2000, gdy Osama w bazie pod Kandaharem zbiera Omara i braci. "Posłuchajcie. Na ścianie w meczecie wisi kartka. Na tej kartce zapisują się pobożni muzułmanie, którzy gotowi są wyruszyć na samobójczą misję" - mówi. "Nie powiedział wprost, byśmy umieścili swoje nazwiska na liście, ale wyraźnie dał nam do zrozumienia, że tego od nas oczekuje. Jeden z młodszych braci zerwał się na nogi, skinął ojcu głową i popędził do meczetu. Ogarnęła mnie wściekłość: - Ojcze, jak możesz prosić o to swoich synów? - Omarze, znaczysz dla mnie tyle co każdy inny obcy mężczyzna czy chłopiec w tym kraju. Odnosi się to także do pozostałych synów".
Zniszczył nas wszystkich!
Omar wyjechał wkrótce do Syrii wraz z matką, która znów była w ciąży, i trójką rodzeństwa. Tam postarał się o odzyskanie saudyjskiego obywatelstwa, wrócił do Dżuddy, a rząd zwrócił mu część skonfiskowanego w 1994 r. majątku Osamy.
11 września 2001 r. spał w swoim łóżku, gdy do pokoju wpadł jego wuj, wołając: "Chodź, zobacz, co zrobił mój brat! Zniszczył nam życie! Zniszczył nas wszystkich!".
"Członkowie potężnego klanu ben Ladenów zareagowali podobnie jak moja mama. Nikt nie chciał o tym rozmawiać. Babcia w ogóle nie przyjmowała do wiadomości, że jej syn może być odpowiedzialny za atak w Nowym Jorku. Ja również wyszukiwałem argumenty przemawiające na korzyść ojca".
Dziś Omar ma 30 lat, syna i drugą żonę (z pierwszą się rozwiódł), starszą od siebie o 20 lat Brytyjkę. Próbował, bez powodzenia, sił w biznesie. Z ojcem od 2001 r. nie utrzymywał - jak twierdzi - kontaktów.
Do dziś jego opowieść to jedyne, co ktokolwiek z rodziny ben Ladenów powiedział o Osamie. Jeden z najbogatszych saudyjskich rodów konsekwentnie unika wszelkich wypowiedzi o szefie Al-Kaidy.
Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX


















