Jeśli w internetową wyszukiwarkę wpiszemy hasło name a star, otrzymamy setki tysięcy wyników. Jakiż ocean możliwości otwiera się przed nami! Możemy nazwać gwiazdę z dowolnej konstelacji, otrzymać mapę z „naszą” gwiazdą, a nawet stosowny certyfikat. Dla wybrednych jest też możliwość nazwania jednego z pierścieni Jowisza, Saturna, Urana lub Neptuna. Wszystkie te atrakcje mają tylko jedną wadę: obiekt będzie pod nową nazwą znany tylko nam, a w najlepszym przypadku - pracownikom przedsiębiorczej firmy, sprzedającej certyfikaty. A gdybyśmy chcieli nazwać jakiś obiekt astronomiczny naprawdę, tak aby jego nazwa trafiła również do astronomów i innych zainteresowanych? Droga do tego celu, choć wyboista, może okazać się interesująca.
Unia rządzi Oficjalne nazwy nadaje obiektom astronomicznym Międzynarodowa Unia Astronomiczna (International Astronomical Union, IAU). Początkowo jej działania były stosunkowo łatwe: w 1922 roku ostatecznie ustalono nazwy gwiazdozbiorów, a w 1930 - ich granice. Od tej pory Unia musi się jednak zajmować ogromną liczbą obiektów, które odwiedzają nasze niebo. Aby w nazewnictwie nie było chaosu, wprowadzono więc dość ścisłe reguły.
O "własną" nazwę najłatwiej, gdy jest się poszukiwaczem komet. Zwyczajowo, nowo odkryta kometa otrzymuje z czasem nazwę, której główny fragment jest nazwiskiem odkrywcy. Dotyczy to jednak tylko komet odkrytych w wyniku bezpośrednich obserwacji; komety odnalezione na zdjęciach wykonanych w ramach wielkich projektów (np. przegląd nieba SDSS) lub misji kosmicznych (chociażby zdjęcia SOHO) otrzymują nazwę związaną ze źródłem pochodzenia zdjęcia.
Kolejna szansa na nazwę naszego pomysłu w kosmosie wiąże się z odkryciem planetoidy. Niestety, swojego nazwiska w ten sposób nie upamiętnimy. Odkrywcy planetoid mogą jednak zgłosić propozycję nazwy obiektu, która często zostaje uwzględniona. Trzeba się będzie sporo naczekać: nazwy nadaje się tylko planetoidom, których orbitę poznano względnie dokładnie. Oznacza to, że - zwłaszcza w przypadku planetoid z wnętrza układu - często muszą one co najmniej dwu-, trzykrotnie zbliżyć się na minimalną odległość od Słońca, co może zabrać kilkanaście lat. Gdy IAU uzna, że wiedza na temat nowo odkrytego obiektu jest wystarczająca, aby nie pomylić go już nigdy z innym ciałem niebieskim, nadaje mu numer i czeka na propozycję nazwy. Odkrywca ma na jej złożenie 10 lat. Oczywiście nie powinna się ona powtarzać z nazwami innych planetoid, a najlepiej - różnić się także od nazw satelitów planet. Obiekty o tych samych imionach wprawdzie istnieją, nie budzą jednak entuzjazmu astronomów. Takie same nazwy noszą np. planetoida 52 Europa i jeden z księżyców Jowisza, na niebie znajdziemy dwie Amalteje i Ledy, dwóch Proteuszów itd. Jeszcze częściej dwa ciała o tej samej nazwie różni tylko przyjęta pisownia. Tak jest w przypadku Callisto i Kallisto oraz planetoidy Nyx i plutonowego księżyca Nix. Inwencja twórców wcale się na tym nie kończy: ta sama osoba może być upamiętniona na kilka sposobów. Szczególną estymą uczeni zdają się darzyć boginię mądrości, która przemierza niebo jako Minerwa, Atena i Pallas.
Jeśli i nam uda się odkryć planetoidę, pamiętajmy o kilku prostych regułach. Jej nazwa nie powinna być dłuższa niż 16 znaków, w miarę możliwości jednowyrazowa (choć niebo przemierza m.in. 9007
James Bond). Jeśli chcemy upamiętnić wybranego przez nas Ukochanego Wodza, musimy z tym odczekać co najmniej sto lat od jego śmierci, jeśli jednak zamierzamy uwiecznić słynnego badacza lub artystę, okres ten skraca się do... trzech lat. Nie liczmy też na możliwość zapisania w kosmosie Zawsze Coca-Cola - nazwy mają być niekomercyjne. Dodatkowo Unia nie zaleca upamiętniania ukochanych zwierzątek domowych (choć trzeba uczciwie przyznać, że kilka ich skalistych pomników jednak krąży wokół Słońca).
Wszystkie te reguły to tylko przygrywka do toru przeszkód, jaki musi pokonać odkrywca planetoidy należącej do jakiejś większej, dobrze określonej grupy. Poruszające się po podobnej do Jowisza orbicie, odległe odeń o 60° planetoidy z grupy Trojan mają nazwy będące imionami wojowników z Troi oraz oblegających ich Greków. Centaurom, poruszającym się pomiędzy orbitami Saturna i Neptuna, nadaje się nazwy kolejnych ludzi-koni, a cubewanom - obiektom poruszającym się po stabilnych torach za orbitą Neptuna - pochodzące z różnych kultur imiona bóstw kreacji. Również najbliższym, przecinającym orbitę Ziemi planetoidom nadaje się zwykle imiona mitologiczne. Mimo tych utrudnień udało się już nazwać kilkanaście tysięcy planetoid. Na niebie krążą więc zgodnie Bellagio, Cervantes, Habsburg, Hohenzollern, Talent i DNA. A także: Annagerman, Domeyko, Korczak i Lem.
Nie każdy ma szansę odkryć planetoidę. Na "własną" nazwę w kosmosie można jednak zasłużyć inaczej. Coraz dokładniejsze badania powierzchni planet i ich księżyców sprawiły, że poznajemy coraz więcej widocznych na ich powierzchni struktur: gór, nizin, a w przypadku Tytana, nawet jezior, które należałoby nazwać. Z zasady nazywa się tylko obiekty istotne naukowo, a przy tym o rozmiarach przekraczających 100 m. Ciągle jednak liczba potrzebnych nazw jest ogromna. Ich propozycje może złożyć każdy. Naturalnie, nie mogą być one dowolne. Kiedyś problemy wiązały się zresztą nawet z nazewnictwem samych planet.
Planeta jaka jest, każdy widzi. Tak przynajmniej było do 1781 roku, kiedy do grona obiegających
Słońce, znanych od dawna globów - Merkurego, Wenus, Ziemi, Marsa, Jowisza i Saturna - dołączył Uran. Wkrótce potem, 1 stycznia 1801 roku, odkryto kolejną, ósmą planetę. Była nią Ceres, niemal tysiąckilometrowy obiekt, którego orbita mieści się między torami Marsa i Jowisza. Układ Słoneczny wydawał się wówczas w pełni zbadany. Na cześć obu nowych planet nazwano właśnie odkryte pierwiastki - uran i cer (zwyczaj ten stał się później tradycją). Komplikacje pojawiły się wraz z odkryciem kolejnych, zbliżonych orbitą do Ceres ciał. I choć z rozpędu miano planety i kolejny pierwiastek dostały się też Pallas, już w połowie XIX wieku oba ciała utraciły status planety. Ósmą z nich został za to Neptun, do którego odkrycia w 1846 roku przyczyniła się analiza zakłóceń, jakie wprowadzał do ruchu Urana. Nazwanie Plutona dopełniło mitologicznej tradycji, ale wciąż pozostały setki bezimiennych księżyców i struktur topograficznych na powierzchniach znanych globów. Jak poradzono sobie z tym problemem? Spójrzmy, jak nazywać obiekty w otoczeniu poszczególnych planet.
Ognista planeta Merkury, krążący najbliżej Słońca, niesie na swej powierzchni obiekty o "ognistych" nazwach - góry nazwano słowami oznaczającymi gorąco w różnych językach. Oprócz ognia, na Merkurym odnajdziemy nazwiska badaczy tej planety, nazwy badających ją radioteleskopów, a także słynnych statków i pojazdów różnych wypraw odkrywczych i naukowych.
Planeta kobiet Całą Wenus poświęcono kobietom. Jej powierzchnię tworzą struktury nazwane imionami bogiń płodności, polowania i nieba, wojny i księżyca. Duże kratery noszą imiona słynnych kobiet, małe, poniżej 20 km średnicy - popularne imiona kobiece. Długie kotliny - imiona Wenus w różnych kulturach, zaś małe - imiona bogiń rzecznych.
Świat pogody i pamięci Księżyc, Luna, Selene to najlepiej znane nazwy naszego satelity, uwiecznione również w wielu określeniach pochodnych. Mamy więc odpowiednik geografii: selenografię, selenologię, a także - na pamiątkę po rzadziej używanym imieniu Cynthia (przydomku Artemidy, bogini Księżyca) - pericynthion, czyli miejsce na orbicie wokół-księżycowej najbliższe Lunie.
Nazwy na powierzchni Księżyca powstawały od stuleci, gdyż największe struktury na jego powierzchni widać nawet gołym okiem. Początkowo ich większość była związana z pogodą. Mamy więc księżycowy Ocean Burz, Morza Chmur i Deszczów, a także Zatokę Tęczy. Z czasem zaczęto nazywać księżycowe kratery. Używano w tym celu nazwisk słynnych Ziemian, najczęściej naukowców. Od niedawna na Księżycu istnieją też zakątki pamięci: kratery w pobliżu Mare Moscoviense noszą imiona zmarłych kosmonautów, w pobliżu krateru Apollo - amerykańskich astronautów. Oby jak najdłużej nie był potrzebny kolejny taki zakątek!
Bóg wojny i miast Największym marsjańskim kraterom przyporządkowano nazwiska słynnych badaczy i pisarzy zajmujących się Marsem, mniejszym, poniżej 60 km średnicy - nazwy małych miast, liczących nie więcej niż 100 tys. mieszkańców; znajdziemy wśród nich m.in. polski Grójec. Małe marsjańskie doliny nazywa się imionami ziemskich rzek, duże - określeniami Marsa w różnych językach. Na szansę upamiętnienia zasłużyli też pisarze, zajmujący się satelitami Marsa. Ich imiona i nazwiska odnajdziemy na powierzchni Dejmosa. Badacze księżyców oraz postacie z "Podróży Guliwera" znaleźli swe miejsce na Fobosie.
Niestały Jowisz Chociaż niektóre spośród struktur widocznych w atmosferze Jowisza utrzymują się od setek lat, żaden z gazowych olbrzymów Układu Słonecznego nie doczekał się jeszcze spójnego systemu nazewnictwa. Unia Astronomiczna zaczyna jednak zastanawiać się nad tym problemem. Na razie nazwy takie jak Wielka Czerwona Plama i jej podobne, używane dla struktur widocznych na Neptunie, powstają całkowicie spontanicznie. Inaczej wygląda sprawa z nazewnictwem pierścieni, którymi obdarzone są wszystkie planety-giganty. Pierścienie i przerwy między nimi są nazywane ku czci naukowców, którzy je badali. Znacznie więcej problemów pojawia się w związku z nazewnictwem księżyców i widocznych na nich struktur.