http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Magister rzuca cegłą

Sylwia Szwed
2011-06-27, ostatnia aktualizacja 2011-06-22 19:42

Budowa południowej obwodnicy Gdańska (zdjęcie z czerwca 2011 r.)
Budowa południowej obwodnicy Gdańska (zdjęcie z czerwca 2011 r.)
Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta

Jeżeli ktoś czuje do mnie odrazę, bo układam kostkę brukową, to ja nie mam z tym człowiekiem o czym rozmawiać

Remont placu Solnego we Wrocławiu
Fot. Mieczysław Michalak / AG
Remont placu Solnego we Wrocławiu
Mikołaj, absolwent Instytutu Sztuk Pięknych w Kielcach: - Moje życie wywróciło się do góry nogami. Wstaję o szóstej rano. Moim najlepszym przyjacielem jest łopata wyprodukowana w Polsce w cenie 38 zł. Pył, gruz, dowcipy o tym, czy już zarobiłem na wódkę i sok. Osiem godzin pracy mych mięśni. Niektórych używam po raz pierwszy w życiu. Przerwa, kanapka z serem, zimna woda. Kokosowe mydło w kostce firmy na literę A. Potem transport na pace do domu. Prysznic, obiad, wtulenie się w moją ukochaną dziewczynę. Minuty mijają w półśnie. Telewizja, jakiś film sensacyjny. Batman z gry komputerowej upomina się o pomoc w powstrzymaniu Jokera, ale palce tak bolą, że nawet się nie chce. Tak, od dwóch dni absolwent uczelni artystycznych jest robolem... I nawet sobie jakoś radzi.

Brygada

Grupa rozbiórkowa stworzyła się z dnia na dzień. Olgierd zadzwonił do Radka i Tomka. Tomek do Mikołaja. Wszyscy mieszkają w Kielcach. Olgierd powiedział, że praca jest prosta, łopatologiczna. Nie trzeba przy niej myśleć. Na kilka miesięcy, przy rozbiórce starych magazynów, 9 zł za godzinę na rękę. Oczywiście na czarno. Chłopaki zgodzili się bez wahania, bo żaden z nich nie ma pracy, a wszyscy potrzebują pieniędzy.

Dyplomacja

- Niektórym mówię, że pracuję, ale niekoniecznie, w jakim charakterze - zdradza Olgierd. - Mówię na przykład, że pracuję przy rozbiórce. Nie jako robol, ale przy biurku. Wiesz, dyplomacja.

W rolach głównych

Olgierd, student ostatniego roku politologii w Kielcach. Najstarszy z nich. Pochodzi ze wsi w województwie świętokrzyskim, ale mówi, że nie ma z tego powodu kompleksów. Skończył najlepsze liceum w Kielcach, gdzie go przestrzegano: nie ucz się, nie ucz, to wylądujesz na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego. I tu wylądował. Pracował m.in. w Niemczech, przesadzając drzewka, i w kieleckim call center. Jeździ bmw, które sprzedałby tylko, gdyby musiał. Na przykład, gdyby zaliczył wpadkę z dziewczyną.

Tomek, też przyszły politolog, przypomina cherubinka. Jasne, kręcone włosy, ładna twarz. 24 lata. Na nosie okulary w ciemnych oprawkach. Tomek pochodzi z małej miejscowości w województwie mazowieckim. Od dziecka pracował fizycznie, najpierw na roli, potem w kamieniołomach, trochę przy stolarce, rozdawał też ulotki. Najbardziej nie lubił pracy w McDonaldzie, bo kazali mu się uśmiechać. (- Teraz wszędzie potrzebują wesołych). W sezonie gra z zespołem na weselach. Wynajmuje pokój razem z Olgierdem.

Mikołaj jako jedyny z całego grona nie jest politologiem. Ma 24 lata i jest technikiem ceramikiem. Zrobił licencjat z malarstwa w Kielcach, trzy lata pracował w prywatnym studiu ceramicznym. Na razie nie ma pracy. Pierwszy raz dostał łomot za niebieskie trampki do pół łydki, bo w jego miejscowości nikt takich jeszcze nie miał. Mieszka 50 km od Kielc. Mówi, że w gronie chłopaków odgrywa rolę maskotki. (- Lepiej wyjść na głupka niż na inteligenta).

Radek, 24 lata. Chłopaki wołają na niego Rambo, bo raz przebrał się tak na bal przebierańców. Radek jako jedyny pochodzi z Kielc, nadal mieszka z rodzicami. Na trzecim roku politologii zrobił się bardziej ambitny, zdawał egzaminy o czasie, bo chciał zaimponować dziewczynie. Dostał nawet stypendium naukowe. Nigdy nie był za granicą, rzadko wyjeżdża z Kielc. W wieku 16 lat pracował w drukarni za 3,5 zł za godzinę. Regularnie chodzi na siłownię.

Mocna kawa

- Kawę przywozimy na zmianę. Pijemy taką supermęską kawę, bez zabielenia i bez cukru. Nie rozpuszczalna, tylko mocna kawa sypana. Nie wiem, ile łyżeczek. Ja nie sypię. No tak, trochę mamy po niej sraczkę. Na dobry start palimy tylko jednego papierosa. Wyliczyłem, że w ciągu pracy palimy około trzech papierosów, jak ktoś nas pilnuje. A jak nie, to pięć sztuk. Ja załatwiam tytoń - opowiada Mikołaj.

Przerwa

- O 11 mamy przerwę śniadaniową. Według kodeksu przysługuje nam jedna przerwa piętnastominutowa na osiem godzin pracy - stwierdza fachowo Olgierd. Czyli ustawowo od 11 do 11.15. A u nas jest od 10.45 do 11.30, pod warunkiem że nikt nie widzi. Jemy kanapki, gadamy, żartujemy. Jeżeli komuś zabraknie, to się dzielimy.

- Ja dostałem bułkę od Tomka - mówi Mikołaj. - Dał mi, bo miałem z dżemem. Akurat moja partnerka się na mnie pogniewała i Tomek się nade mną zlitował. Oni rozpoznają po kanapkach, czy ja się pokłóciłem z Moniką, czy nie. Bo jak mam z dżemem, to znaczy, że Monika była zła. Jak jest w dobrym nastroju, to jest, wow, bułeczka, masełko, jajeczko, sałata, ser, ogórek, papryka. Miałem też raz zupkę chińską, ale się wstydziłem ją wyciągnąć, bo nikt inny nie miał. Nosiłem tydzień w plecaku.

Szef

- Znam robotę fizyczną - mówi Tomek, który w życiu miał już kilkanaście prac. - Widać, że Mikołaj jest nowy, ale nie dlatego, że nie radzi sobie z pracą, tylko w takim obyciu. On zawsze stawia się na równi z tym człowiekiem, dla którego pracuje. A trzeba czasem czuć respekt do szefa. Nie, nie trzeba. Źle to powiedziałem. Trzeba udawać, że się czuje.

Wywiad z robolem

- Kręcimy filmiki telefonem, jak pracujemy, jak przebijamy ściany. Chcemy nakręcić wywiad z robolem. Tomek jako aktor. Główną scenę już mamy, jak Tomek wyrzuca przez okno sedes. Wywiad z robolem zacznie się pytaniem, czy jest szczęśliwy.

Olgierd: - Na rozbiórce jest śmiesznie. Czasem jest ciężej, czasem lżej. Ale ogólnie nie można się poddać rygorowi czy rutynie. Rutyna polega na tym, że jak wbijasz łopatę o 7, to wyjmujesz ją o 15. W międzyczasie trzeba zrobić sobie jakiś żart. Zagadać z kolegą, popchnąć go, zrzucić jego łopatę z piętra. No, jakoś rozładować emocje, żeby czas szybciej płynął. Nieraz czuję się wykończony. To praca fizyczna i trzeba czasem polecieć w chuja, jak nikt nie widzi, bobyś nie wytrzymała. I wszyscy to wiedzą, nawet nasz kierownik. Pod warunkiem że on nas nie widzi. Chłopaki, róbcie tak, żeby było dobrze. Czyli ma być zrobione, ale bez przesady.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 88
  • 6
  • 9
  • 34
  • 27
  • 319 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    114 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':