http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kościół bez Życińskiego

Katarzyna Wiśniewska, Jan Turnau
2011-02-20, ostatnia aktualizacja 2011-02-20 20:09

Abp Życiński wpuszczał powietrze w duszne kościelne myślenie. Oby hierarchia polskiego Kościoła nie ograniczyła swego żalu po nim do kondolencji

Abp Józef Życiński
Fot. S3awomir Kamiński / AG
Abp Józef Życiński
Żal po stracie abp. Józefa Życińskiego wyrażali zgodnie biskupi od prawa do lewa. Kondolencje przysłał nawet biskup kojarzony z Radiem Maryja, a przewodniczący Episkopatu abp Józef Michalik podkreślał, że zmarły "był człowiekiem bardzo potrzebnym w Konferencji Episkopatu. Otwarty na różne sprawy, na różne kłopotliwe sytuacje".

Tyle że taka postawa lubelskiego metropolity większość biskupów raczej uwierała.

Nawet ci, którym z arcybiskupem było nie po drodze, teraz mówili o nim jak najlepiej. "Nasz Dziennik" o jego śmierci napisał na pierwszej stronie, a tekst zakończył wezwaniem: "Otoczmy go modlitwą". Atakujący go bezpardonowo portal Fronda.pl w dniu jego śmierci konsekwentnie kasował wpisy internautów deliberujących, czy arcybiskup przed śmiercią się nawrócił.

Ale żałoba minie i tylko patrzeć, jak zaczną go rozliczać prawicowi katolicy. Kilka słów prawdy powiedział na ten temat bp Tadeusz Pieronek, mówiąc, że arcybiskup był w Polsce niedoceniany: - Miał odwagę. Niestety, odwaga w takich sprawach drogo kosztuje i myślę, że przypłacił to życiem.

Hierarchom nie w smak

Abp Życiński nie był w Episkopacie równym wśród równych, ale głosem osobnym, niewygodnym. Zbyt często wybijał się z episkopalnego chóru, by móc cieszyć się tam poparciem. Ks. Robert Nęcek kilka lat temu w rozmowie z wyżej podpisaną tak zinterpretował sens dewizy biskupiej metropolity "In spiritu et veritate" ("W duchu i w prawdzie): chodzi o "prawdę prosto między oczy". Arcybiskup był jednym z tych hierarchów, którzy od razu poparli kard. Dziwisza, gdy ten przed laty wygłosił ostre przemówienie o Radiu Maryja, domagając się ustąpienia o. Rydzyka. Nie w smak była biskupom życzliwość metropolity dla "Gazety" czy komentowanie polityki w sposób całkiem inny niż większość biskupów.

Dystans wobec niego znajdował odbicie podczas wyborów do różnych gremiów Episkopatu: nie zasiadał w zbyt wielu komisjach (w przeciwieństwie choćby do rozrywanego abp. Głódzia). Znacznie bardziej ceniono go za granicą, udzielał się w wielu watykańskich radach, zespołach. Choć pewnie i tu większość Episkopatu chętnie zgłosiłaby zastrzeżenia. Najlepszy dowód, że gdy w 2001 r. hierarchowie wybierali delegatów na synod biskupów Europy, prestiżowe spotkanie w Rzymie zwołane przez Jana Pawła II, Życiński przepadł w głosowaniu. Filozof, intelektualista, przenikliwy obserwator Kościoła świetnie tam pasował. Ale zdaniem biskupów gorzej niż np. związany z Radiem Maryja bp Antoni Dydycz, który dostał najwięcej głosów. Życiński na synod pojechał, ale z nominacji Jana Pawła II.

Przeciwko histerii

Poglądy Życińskiego na niektóre sprawy ewoluowały. W 1993 r. przed wyborami parlamentarnymi rozpętał burzę listem pasterskim, w którym porównał PZPR do NSDAP. Jeszcze w styczniu 2005 r. niechęć wobec lustracji nazywał "strusią polityką wobec moralnych schorzeń wyniesionych z PRL" (z wywiadu dla "Rzeczpospolitej"). Potem coraz częściej ubolewał nad ślepą wiarą w teczki.

Czy wpłynął na to fakt, że dzika lustracja dotknęła szanowanych profesorów KUL-u? Dosięgła też jego samego w postaci niczym niepopartych plotek i aluzji w prolustracyjnych gazetach. Entuzjaści lustracji nieraz potem zbierali od niego cięgi. Pokpiwał w jednym z artykułów: "Można przyjąć ogólną teorię zła, w której prawie wszyscy są zdrajcami. Wykaz niezłomnych ograniczony do listy dziesięciu sprawiedliwych w polskiej Sodomie zmieści się wtedy na jednej stronie portalu www.sodoma.pl".

To, co jego krytycy nazywali wtrącaniem się do polityki, było raczej próbką mądrej obecności Kościoła w przestrzeni publicznej - arcybiskup punktował rząd PiS-u w sprawach, które domagały się etycznej oceny. Krytykował Jacka Kurskiego, gdy ten ogłosił, że dziadek Tuska był w Wehrmachcie. Po zatrzymaniu dr. Mirosława Garlickiego ubolewał nad "stylem twardzieli".

Alergicznie - znów był tu w mniejszości w Episkopacie - reagował na umizgi prawicy do Kościoła. „Nie widzę dziś potrzeby obrony Kościoła przed anonimowo pojętymi »wrogami «. To marksizm ciągle bronił swej doktryny przed zaostrzoną walką klas i wrogami ludu” - tak w rozmowie z „Gazetą” skwitował deklarację Jarosława Kaczyńskiego, że katolicyzmu będzie bronił do końca życia.

Teraz zabraknie hierarchy, który na tyle dobrze zdawał sobie sprawę, jakie niebezpieczeństwo niosą ze sobą polityczno-kościelne mariaże, że nie ulegał pokusie, by za pomocą władzy świeckiej przeforsować rozwiązania miłe Kościołowi. Dlatego też nie było go nigdy słychać wśród tych, którzy przyklaskiwali prawicowym posłom walczącym o ustawowy zakaz in vitro. Katolicki liberał? W jakim sensie? Nie był zwolennikiem in vitro, a jednak stał po drugiej stronie. Do wyrażania swej opinii na ten temat nie potrzebował inwektyw, nie straszył zwolenników tej metody sztucznego zapłodnienia ekskomuniką.

Z pewnością był bardzo "kościelny", wspierając lubelski ośrodek terapeutyczny dla homoseksualistów Odwaga, jeden z tych krytykowanych przez znanych seksuologów, np. prof. Zbigniewa Lwa Starowicza. Arcybiskup nieraz przekonywał, że "terapia skutkuje w 30 proc.", bo "nie jest prawdą, że geny albo przyzwyczajenie decydują o wszystkim". Ale gdy tournée po Polsce odbywał Paul Cameron, zwolennik penalizacji homoseksualizmu, nazwał tytuł jego wykładu ("Homoseksualiści: jednostki nieproduktywne przyczyniające się do kryzysu demograficznego") niezbyt mądrym.

W niemal w każdej sprawie był przeciwwagą dla biskupiego mainstreamu. Wystarczy przypomnieć żałobę narodową po katastrofie smoleńskiej, kiedy wielu biskupów rozliczało krytyków zmarłego Lecha Kaczyńskiego. Abp Stanisław Gądecki mówił wtedy, że "przez całe cztery lata szargano osobę prezydenta", a przewodniczący Episkopatu pochylał się nad narodem "przez własnych synów" wyszydzanym "jako ten, który stróżem majestatu Rzeczypospolitej uczynił człowieka niepasującego do ich kryteriów współczesności". Szczególnie dramatycznie było widać wtedy przepaść między takimi biskupami, jak Życiński, ale też prymas Kowalczyk, kard. Nycz czy bp. Pieronek, którzy ostrzegali przed wykorzystywaniem religii do polityki, a zgodnym chórem podsycającym partyjną histerię. Bp Kazimierz Ryczan stwierdzenie abp. Życińskiego, że "Matka Boska jest ponadpartyjna", określił jako "stare cwaniactwo słowne".

Kto zastąpi metropolitę

Żałoba narodowa i kampania prezydencka pokazały wyraźniej niż dotąd, że w Episkopacie trwa próba sił - dwóch stylów obecności Kościoła w przestrzeni publicznej. Są zwolennicy czarno-białego postrzegania rzeczywistości, gdzie "nasi" bronią Kościoła przed "obcymi", a modernizacja jest postrzegana jako prosta droga do moralnej degrengolady. To o nich dominikanin o. Ludwik Wiśniewski pisał w swym głośnym liście, że nie umieją komunikować się ze zmieniającym się światem. I są też tacy, którym bliższa była wizja Życińskiego: inaczej myślących nie należy wykluczać, a błędów Kościoła nie wolno zamiatać pod dywan, bo zemści się to w dwójnasób.

"Widmo hiszpańskiego Kościoła przybliżyło się" - ostrzegał o. Wiśniewski. Przybliżyło się też widmo Quebecu, gdzie zbyt silne związki Kościoła z polityką sprawiły, że ludzie masowo zaczęli Kościół opuszczać. U nas może do tego doprowadzić m.in. strategia Kościoła (a raczej jej brak) w takich sprawach, jak poważne nadużycia w Komisji Majątkowej albo język, jakim duszpasterze mówią o dylematach moralnych związanych z antykoncepcją czy in vitro.

Od tego, w którą stronę pójdzie Kościół po śmierci metropolity lubelskiego, zależą jego szanse na wyjście z tego impasu. Nowy nuncjusz Celestino Migliore może choć trochę brak po arcybiskupie wypełnić, proponując godnych jego następców. To on ustala skład tzw. terna, czyli trzech kandydatów, spośród których papież wybierze nowego metropolitę. Na skład ten mają zwykle wpływ hierarchowie. Kogo wskażą? W Kościele jest wielu księży, także młodych biskupów, którzy mogą wzmocnić otwarte skrzydło Episkopatu, pod warunkiem jednak, że nie zabraknie im odwagi, by wyjść przed szereg i że poglądy swe będą prezentować jasno.

Od abp. Życińskiego mogą się uczyć nie tylko sposobu funkcjonowania Kościoła w sferze publicznej, ale też - a może przede wszystkim - umiejętności objaśniania wiary dzisiejszym katolikom. Arcybiskup był teologiem najwyższej próby, a jego refleksje na temat wiary, religijnych poszukiwań porównać można chyba tylko z twórczością ks. Józefa Tischnera. Widział wiarę jako przestrzeń dopuszczającą, a wręcz domagającą się zwątpienia, krytycznej refleksji. To w polskim Kościele ciągle nader rzadka interpretacja religijności.

Pisał: "W dziedzinie religijnych poszukiwań połączenie pytań niesionych przez wątpienie z racjonalną, krytyczną refleksją niesie również szansę pogłębienia wiary i odejścia od stereotypów sprzyjających bezmyślności". Dowodził, że "istotnych cech [wiary] nie należy upatrywać w niezmąconym spokoju wnętrza czy w samozadowoleniu z uznanych wcześniej twierdzeń".

Między wiarą a niewiarą

Żaden inny polski hierarcha nie wnosił tyle w polską kulturę. Za jego kadencji w Lublinie zakwitł dialog z Żydami - zaczęły się spotkania na Majdanku, opłakiwanie Żydów lubelskich. Był bodaj jedynym polskim biskupem rzymskokatolickim, który ogłosił wspólny list pasterski z arcybiskupem prawosławnym, władyką ich wspólnego miasta Ablem. W 2000 r. napisali: "Po upadku powstania styczniowego, kiedy Polacy wyrażali swój ból w stroju oznaczającym żałobę, także niektórzy prawosławni Rosjanie mieszkający w Lublinie solidarnie nosili oznaki żałoby. W prostych znakach (...) wyrażała się duchowa więź, ważniejsza od etnicznych więzów krwi czy doraźnych zasad politycznej strategii. Wierzymy głęboko, że także i obecne przeżycie wspólnoty łączącej nas wiary chrześcijańskiej znajdzie swój wyraz na poziomie codziennych zachowań, w których Ewangelia Chrystusa będzie dla nas ważniejsza od nawyków i obiegowych opinii obcych chrześcijaństwu".

Na kongresy kultury chrześcijańskiej, które organizował w Lublinie, zapraszał intelektualistów i artystów, także tych dalekich od Kościoła. Za te kongresy atakował go "Nasz Dziennik".

Tam, gdzie większość duchownych doszukuje się niebezpieczeństwa relatywizmu, zachwiania ortodoksji, on widział złożoność ludzkiej kondycji, w którą wpisane są wahania, balansowanie na granicy wiary i niewiary: "Zamiast tęsknić za zuniformizowaną, przyjętą powszechnie prawdą, musimy (...) podejmować indywidualny trud osobistego poszukiwania prawdy w gąszczu sprzecznych teorii i krańcowo różnych ocen".

Jakże dalekie to od bogoojczyźnianych tonów naszych hierarchów, od typowej polskiej pobożności nietolerującej półcieni i znaków zapytania. Wpuszczał powietrze w duszne kościelne myślenie. Oby hierarchia nie ograniczyła swego żalu do kondolencji i sięgała czasem do jego słów. Na razie śmierć arcybiskupa nie jest stratą, ale potężną wyrwą.

Cytaty za książką "Elementarz księdza Życińskiego dla biskupa i świeckiego" w oprac. Tomasza Kunza

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 17 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':