Spotykaliśmy się czasem z Pikachu. Opowiadał mi o chłopcach z klanu stanowiących podstawową siłę rodziny Di Lauro. Zapytałem, gdzie się spotykają, na co on zaproponował, że mnie tam zaprowadzi. Wszyscy znali to miejsce. To była pizzeria, gdzie schodzili się wieczorami.
Po drodze wstąpiliśmy po przyjaciela Pikachu, jednego z tych, którzy już od jakiegoś czasu byli w Systemie. Pikachu uwielbiał go, opisywał go jako bossa młodych chłopców z Systemu, ponieważ wypełniał on ważne zadanie: zaopatrywał ukrywających się kamorrystów i - jeżeli wierzyć jego słowom - robił zakupy dla rodziny Di Lauro. Nazywano go Kit Kat, jak wafelki w czekoladzie, bo pochłaniał mnóstwo słodyczy.
Kit Kat zgrywał przede mną młodego bossa, ale widział, że przyjmuję to z niedowierzaniem. W końcu stracił cierpliwość i wtedy podniósł do góry sweter. Miał klatkę piersiową całą pokrytą okrągłymi siniakami. W centrum fioletowych plam widać było żółte i zielone gruzełki popękanych naczyń krwionośnych.
- Co ci się stało?
- To kamizelka...
- Jaka kamizelka?
- Kamizelka kuloodporna...
- Przecież kamizelka nie robi takich siniaków.
- Te śliwy są od strzałów...
Siniaki albo śliwy, jak je nazywał, zrobiły kule z broni palnej zatrzymane przez kamizelkę o centymetr od ciała. Młodym chłopcom zakładano kamizelki kuloodporne, po czym strzelano do nich, żeby oduczyć ich strachu przed bronią palną. Nawet jeżeli ubierzesz kogoś w kamizelkę, nie możesz mieć pewności, że nie ucieknie, gdy będą do niego strzelać. Kamizelka kuloodporna nie jest szczepionką przeciw strachowi. Wymyślono więc, że najlepszym sposobem, żeby uodpornić chłopców na strach, będzie oswojenie ich ze strzałami i pokazanie, że broń może być niegroźna.
W Ameryce mordercy strzelają nabuzowani rapem, kilerzy z Secondigliano zabijają słuchając piosenek o miłości
Chłopcy opowiadali mi, że wywożono ich w pola niedaleko Secondigliano. Kazano im założyć kamizelki pod bluzy, po czym strzelano do nich raz za razem, opróżniając pół magazynka na osobę. "Kiedy trafia w ciebie kula, przewracasz się na ziemię i nie możesz złapać oddechu, otwierasz szeroko usta, wciągasz powietrze, ale powietrze nie wchodzi. Nic nie możesz zrobić. Jakbyś dostał cios pięścią w klatkę piersiową. Zdaje ci się, że umierasz... ale za chwilę wstajesz, i to jest najważniejsze. Po strzale znowu stajesz na nogi".
Kit Kat wraz z innymi przeszedł trening, dzięki któremu oswoił się ze strzałami, a tym samym z umieraniem, albo raczej z prawie umieraniem.
*** Zostają zwerbowani, kiedy tylko potrafią dochować wierności klanowi. Mają wtedy od 12 do 17 lat, ich ojcowie i bracia często należą do klanu, wielu chłopców pochodzi z rodzin bezrobotnych. Są nowymi "żołnierzami" klanów kamorry neapolitańskiej. Pochodzą ze Starówki, z dzielnic Sanitá, Forcella, San Gaetano, Pallonetto i Quartieri Spagnoli, z Secondigliano. Rekrutacje przeprowadzają oddelegowani do tego ludzie we wszystkich klanach.
Jeśli wziąć pod uwagę liczebność tych dzieci-żołnierzy, są prawdziwą armią. Przynoszą klanom wielorakie korzyści: chłopcy dostają mniej niż połowę normalnej pensji, jaką wypłaca się dorosłym najniższej rangi, czasem tylko mają na utrzymaniu rodziców, nie obciąża ich rodzina, są zawsze dyspozycyjni, nie skarżą się, jeżeli pensja nie przychodzi punktualnie, a przede wszystkim nie mają nic przeciwko spędzaniu całych dni na ulicy. Otrzymują różne zadania o różnym stopniu odpowiedzialności.
Zaczynają od rozprowadzania lekkich narkotyków, przede wszystkim haszyszu. Ustawiają się prawie zawsze na najruchliwszych ulicach. Z czasem zaczynają rozprowadzać i sprzedawać tabletki i dostają w prezencie skuter. W końcu przechodzą do kokainy, którą dostarczają bezpośrednio na uniwersytety, przed restauracje i hotele, na stacje metra. Grupy baby-dealerów mają duże znaczenie dla nowej, elastycznej polityki ekonomicznej klanu, są mniej widoczne, narkotyki sprzedają między meczem piłki nożnej a przejażdżką na skuterze, często dostarczają prochy prosto do domu klienta. Klan zwykle nie zmusza chłopców do pracy rano, mogą więc normalnie chodzić do szkoły, co jest wskazane, bo w przeciwnym razie zwracaliby na siebie uwagę władz.
Często chłopcy po kilku miesiącach pracy dla mafii zaczynają chodzić po mieście uzbrojeni. Dla obrony, dla podniesienia własnej wartości w oczach innych. To znak, że awansowali, to obietnica szybkiej kariery w klanie. Dostają automatyczne i półautomatyczne pistolety, których uczą się używać na wysypiskach śmieci lub w podziemnych jaskiniach Neapolu.
Gdy zdobywają pełne zaufanie koordynatora strefy, czyli capozona, zaczynają wykonywać o wiele bardziej odpowiedzialne zadania niż zwykły diler - dbają o interesy kamorry na powierzonym im obszarze. Może to być ulica albo jej fragment, gdzie sprawdzają na przykład, czy wozy dostawcze przywożące towar do supermarketów lub mniejszych sklepów spożywczych należą do sieci „rekomendowanej” przez klan, i powiadamiają kogo trzeba, jeśli któryś ze sklepów zaopatruje się u dostawcy nienależącego do grupy wybranych.
Spełniają także ważną rolę przy kontroli placów budowy. Przedsiębiorstwa budowlane zwykle zlecają podwykonanie poszczególnych robót firmom podległym kamorrze. Zdarza się jednak, że wybierają na podwykonawców firmy z zewnątrz. Aby do tego nie dopuścić, wszelkie budowy są pod stałą kontrolą, a zadanie to powierza się właśnie młodym chłopcom, którzy obserwują i donoszą o wszystkim swoim capozona. Od nich otrzymują instrukcje, jak potraktować niesubordynowanych.