Chciwość i lekkomyślność tworzą mieszankę, która napełnia bańki spekulacyjne i prowadzi do kryzysów finansowych. Gdy bańki pękają, wszyscy są zdumieni. A po chwili tłum ekspertów tłumaczy, dlaczego katastrofa była nieunikniona i co zrobić, by nie doszło do powtórki.
Ale powtórki też są nieuniknione, bo nie da się ograniczyć chciwości i skłonności do hazardu. Są one paliwem nie tylko kryzysów, ale i cywilizacyjnego postępu.
Kryzys finansowy, który rozpoczął się latem ubiegłego roku, zaskoczył finansistów jak zima polskich drogowców. Menedżerowie dziś upadłego giganta Lehman Brothers jeszcze przed kilku miesiącami twierdzili, że najgorsze minęło. Szefowie banków centralnych i rządów byli przekonani, że akcja ratunkowa podjęta jesienią rozładowała napięcie.
Dziś nikt nie potrafi przewidzieć skutków kryzysu. Możemy jedynie snuć przypuszczenia, opierając się na historycznych analogiach. Nie bez racji jest porównanie do depresji z lat 30., największej katastrofy gospodarczej nowożytnego świata, nie licząc wojen.
Tamten kryzys zaczął się w Stanach Zjednoczonych jesienią 1929 i trwał do wiosny 1933 r. W
USA padło 5 tys. banków, w tym wielki nowojorski Bank Stanów Zjednoczonych. Szczyt bezrobocia sięgnął 25 proc., PKB spadło o ponad jedną czwartą!
Kapitalizm kierowany, czyli skutki Wielkiego Kryzysu Ameryka szybko zaraziła Europę, która korzystała z amerykańskiego kapitału. Najpierw odczuła to
Wielka Brytania, najsilniej związana z Ameryką, potem
Niemcy i reszta Europy. Zbankrutował największy bank Europy Środkowej, należący do Rothschildów Österreichische Credit-Anstalt, niemiecki Darmstädter und Nationalbank (Danatbank). Systemy bankowe USA i Europy doznały zawału serca. Sparaliżowało to gospodarkę.
Rządy próbowały ratować zagrożone banki, pobudzać gospodarkę robotami publicznymi i państwowymi inwestycjami. Ale nie przynosiło to dobrych skutków. Kryzys wygasł samoczynnie po czterech latach.
Jego skutki były odczuwane jeszcze przez dziesięciolecia.
1. Powszechnie zwątpiono w możliwości autoregulacyjne rynku. Na margines zostali zepchnięci ekonomiści, którzy uważali, że gospodarce zaszkodziła nadmierna aktywność administracji prezydenta Herberta Hoovera (1929-33) - chodziło m.in. o próby trzymania wynagrodzeń na niezmienionym poziomie lub pompowanie publicznych funduszy do przedsięwzięć przynoszących straty. Do głosu doszli zwolennicy interwencjonizmu i Johna Maynarda Keynesa. W USA prezydent Franklin Delano Roosevelt, który wygrał wybory jesienią 1932 r., zaproponował program głębokiej ingerencji państwa w gospodarkę zwany „Nowym Ładem” (New Deal). Podwaliny pod New Deal położył jego republikański poprzednik, ale szybko o tym zapomniano, gdyż prezydentura Hoovera pokrywa się niemal dokładnie z okresem kryzysu.
Na całym niemal świecie politycy zaczęli podkreślać, że czują się odpowiedzialni za stan gospodarki. W skrajnych wypadkach obiecywali opiekę nad obywatelami "od kołyski po trumnę" i próbowali z tych obietnic się wywiązać. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że bez Wielkiego Kryzysu do władzy nie doszedłby Hitler i nie byłoby II wojny.
2. Wielki Kryzys doprowadził do odejścia od pieniądza kruszcowego. To był wielki przełom w historii naszej cywilizacji, która tysiące lat posługiwała się monetami złotymi, srebrnymi i miedzianymi. W 1931 r. Wielka Brytania ostatecznie zerwała ze standardem kruszcowym, a w czerwcu 1934 r. Roosevelt zerwał z wymienialnością dolara na złoto.
Przejęcie przez państwo władzy nad pieniądzem umożliwiło znacznie głębszą ingerencję rządów w gospodarkę niż kiedykolwiek przedtem. Umożliwiło ogromne programy inwestycyjne niezależne od stanu finansów państwa. Skoro rząd miał klucz do maszyny drukującej pieniądze, nie musiał przejmować się nudnymi regułami księgowości.
3. Z powodu rozpadu międzynarodowego systemu monetarnego zmniejszył się światowy handel i przepływy kapitałowe. O ile w latach 1870-1914 obroty handlu światowego wzrosły z 10 do 20 proc. światowego PKB, a przepływy kapitałowe - z 7 do 20 proc., to po kryzysie wielkości te wynosiły odpowiednio 12 i 5 proc.
Stany Zjednoczone w czerwcu 1930 r. drastycznie podniosły cła importowe. Oznaczało to faktyczną wojnę handlową z resztą świata. Amerykański eksport spadł z 5,2 mld dol. w roku 1929 do 1,7 - w 1933. I aż do 1941 r. nie powrócił do stanu sprzed kryzysu.
Po II wojnie światowej mimo utworzenia Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego oraz negocjacji dotyczących ułatwień handlowych międzynarodowy system finansowy był niestabilny, a poziom handlu i przepływów kapitałowych znacznie niższy (w stosunku do PKB) niż w wieku XIX.
Dopiero ostatnie dwie dekady XX w. zmieniły tę sytuację. Wprawdzie nikt poważnie nie myślał o powrocie do złota jako fundamentu pieniądza, ale standardem stała się pełna wymienialność walut, swoboda przepływów kapitałowych, niskie cła, zrównoważone budżety państw, prywatyzacja. Politycy wciąż czują się odpowiedzialni za gospodarkę i dobrobyt obywateli, ale poprawność polityczna nakazuje im deklarować przywiązanie do zasad wolnego rynku.
Prezydent George W. Bush, ogłaszając propozycje pakietu ratunkowego dla banków - sprowadzające się niemal do nacjonalizacji amerykańskiego sektora finansowego - mówił: "Jestem zdecydowanym zwolennikiem wolnej przedsiębiorczości i mój naturalny instynkt sprzeciwia się interwencji rządu. Wierzę, że spółki, które podejmują błędne decyzje, powinny wypaść z biznesu".
Czym się skończy nasz kryzys? Jego dalekosiężne skutki zależeć będą od tego, czy uda się go szybko opanować. Andy Kessler, specjalista od zarządzania funduszami wysokiego ryzyka, autor książki "How We Got Here" i być może największy dziś optymista, napisał w "The Wall Street Journal", że dzięki planowi Paulsona rząd USA zrobi doskonały interes, inwestując 700 mld dol. w aktywa instytucji finansowych warte wielokrotnie więcej. Za kilka miesięcy będzie mógł zrealizować zyski, poprawić sytuację finansów publicznych, obniżyć podatki i zapewnić Amerykanom prosperity.