http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Inteligencja zamilkła

Barbara Skarga*
2006-01-13, ostatnia aktualizacja 2006-01-13 00:00

Co może inteligencja w tej atmosferze małości, podłości i wielkich słów o odrodzeniu moralnym, które brzmią fałszywie? Nie ma się co dziwić, że zamilkła. Może w ogóle zniknęła, może zamknęła się w swym profesjonalizmie, może zatopiły ją te różne grona ludzi sukcesu?



"Gazeta" prosi mnie, bym napisała o roli inteligencji w naszym skłóconym kraju. Długo by o tym mówić. Ograniczę się do postawienia paru pytań w kwestiach niepokojących każdego obywatela. Czy to wystarczy? Nie wiem.

Krzewiciele rozumnego patriotyzmu

Pierwsze pytanie brzmi: jaką rolę może odegrać inteligencja tam, gdzie się jej nie szanuje, nie słucha, nie zwraca uwagi na jej głos, gdzie się jej wyraźnie nie lubi?

Zresztą samo pojęcie inteligencji - zrodzone w XIX wieku, charakterystyczne nie tylko dla Polski, może nawet bardziej dla Rosji - dziś straciło swój sens. Nie chcę się wdawać w rozważania historyczne. Przypomnę tylko: kiedyś była to warstwa ludzi, która już od lat 30. XIX stulecia zdobywała sobie coraz większe znaczenie - i to nie ze względu na swój status ekonomiczny, gdyż na ogół nie była zamożna. Wówczas jednak, jak się wydaje, społeczeństwo polskie żywiło większy kult dla talentu i wiedzy niż dla pieniędzy. Toteż ranga inteligencji rosła.

Uznała ona za własne ideały oświecenia i usiłowała je krzewić. A jednocześnie dbała o przetrwanie narodu, żywiąc pragnienie odbudowy państwa. Nigdy też nie traciła z oczu wartości kultury, dobrze rozumiejąc, że od nich zależy ciągłość istnienia narodu. Starała się je rozwijać w ścisłym kontakcie z krajami Europy, gdyż rozumiała, że po utracie niepodległości narodowi grozi zarówno zachwianie tożsamości, sprzyjające obskurantyzmowi i zakopaniu się w zaścianku historycznych pamiątek, jak też głębokie zacofanie cywilizacyjne. Dostrzegała - o czym świadczą liczne wypowiedzi przedstawicieli tzw. młodej prasy po powstaniu styczniowym, a pod koniec wieku Aleksandra Świętochowskiego z jednej strony, Ludwika Krzywickiego z drugiej - że patriotyzm przybiera nieraz formę megalomanii narodowej, do której Polacy są dziwnie skłonni, i to już od dawna - przynajmniej od wieku XVII, kiedy to zrodziła się myśl, że język polski jest najstarszym językiem świata.

Taka była inteligencja jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym. Otwarta, laicka, tolerancyjna, najczęściej piłsudczykowska, z sympatiami lewicowymi. W owym czasie odgrywała poważną rolę opiniotwórczą. Jej prominenci byli inicjatorami i organizatorami rozmaitych akcji społecznych. Dość wymienić kilka nazwisk: Leon Petrażycki, Marian Zdziechowski, Stefan Czarnowski, Stanisław Ossowski, Florian Znaniecki, cała szkoła lwowsko-warszawska, Tadeusz Boy-Żeleński z jego wspaniałą biblioteką przekładów, Stanisław Ignacy Witkiewicz. My, młodzi, pierwsze pokolenie Polski Niepodległej, śledziliśmy opinie wygłaszane na łamach "Wiadomości Literackich" lub wileńskiego "Słowa", a wszystkich skamandrytów recytowaliśmy z pamięci. Toczyliśmy też gorące dyskusje wokół Stefana Żeromskiego. Być może nie ma dziś pisarza na miarę Żeromskiego, ale gdyby nawet był, to wątpię, by przydzielono mu mieszkanie na Zamku Królewskim.

Ta inteligencja wówczas jeszcze coś znaczyła. Dobrze to rozumieli okupanci, którzy po 1939 r. przeciw niej przede wszystkim zwrócili swój oręż.

Ale pod koniec lat 30. zaczął rosnąć tłumek zafascynowany siłą. Coraz silniejsze wpływy zdobywały sobie ugrupowania endeckie, zwłaszcza oenerowcy spod znaku Bolesława Piaseckiego, przesiąknięci ideologią nacjonalistyczną, wzorujący się na żydożerczym faszyzmie.

Wczoraj dysydenci, dziś oskarżeni

Zostawmy jednak wspomnienia. Po ostatniej wojnie, która tak straszliwie przetrzebiła inteligencję, ci, którzy ocaleli, musieli przetrwać najcięższe lata rządów Bieruta, często odsunięci gdzieś na marginesy życia społecznego. Młodsi, początkowo pełni entuzjazmu dla nowego porządku i jego socjalistycznych ideałów, śledząc uważnie realizację tych ideałów, szybko się rozczarowali i utracili entuzjazm. Tak więc wszyscy myślący wbrew cenzurze, wbrew panującemu systemowi, oddali się pracy na polu kultury, widząc, że tam właśnie pojawiają się możliwości kontynuacji niezależnego istnienia. Rozumieli dobrze, że politykę władz - choć traktowała ona kulturę jako instrument propagandy - można makiawelicznie wykorzystać.

Jakże znakomite były teatry w tym, dziś opluwanym ze wszystkich stron, PRL-u! A wystawiano i Słowackiego, i Geneta, Wyspiańskiego, ale również modnego Dürrenmatta. Biegało się na każdą premierę, choć nie było sekretem, że czasem toczyły się całe boje z cenzurą o jedno zdanie, jedno słowo. Pamiętam też koncerty w Filharmonii Narodowej, przyjazd wielkiej orkiestry z Los Angeles, a potem wizyty Artura Rubinsteina. Ileż orkiestr w tych czasach powstało, razem z tą najlepszą - Wielką Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia w Katowicach!

Zresztą nie tylko sztuka była polem działania i spotkań inteligencji. Podejmowała ona wówczas różne piękne inicjatywy - choćby wtedy, gdy usiłowała skupić ludzi myślących i młodzież w Klubie Krzywego Koła. Ona też zakładała takie oficyny wydawnicze jak PIW i Czytelnik oraz podejmowała inicjatywy przekładów, by przypomnieć tylko niektóre serie wydawnicze, jak Plus-Minus-Nieskończoność, Literatura Światowa czy Biblioteka Klasyków Filozofii.

Kultura jednak to nie tylko sztuka i literatura. To także, a może przede wszystkim sposób bycia ugruntowany na ideałach oświeceniowych, na pragnieniu wolności i szacunku do każdego człowieka. Nie były to dla inteligencji polskiej tylko słowa. Czy zatem można się dziwić, że to właśnie ona podjęła inicjatywę ruchu dysydenckiego, a później coraz mocniej zorganizowanego oporu, gdyż jedynie ona była w stanie podważyć fundamenty panującej ideologii, wskazać na wszystkie małości i sprzeczności marksizmu, wspomóc swym autorytetem bunt robotniczy. To jej przedstawiciele zasiedli przy Okrągłym Stole, co uchroniło naród przed rozlewem krwi.

I nagle przestała się liczyć, stając się jednym z głównych celów brutalnych oskarżeń.

Nie literatura, lecz komiksy

Narzuca się pytanie drugie: dlaczego tak się stało? Nie będę się wdawać w oceny Okrągłego Stołu, który dla tych, co bardzo chcieli pobrzęczeć szabelką, a nigdy nie przeżyli wojny i nie znali ceny krwi, wydawał się niemal zdradą.

Zapewne jedną z przyczyn była transformacja ekonomiczna, która - ratując gospodarkę Polski, opierając ją na zdrowych, mocnych podstawach - przed jednymi otworzyła niesłychane możliwości dostępu do różnych, tak kiedyś pożądanych dóbr materialnych, jak przede wszystkim samochód, a także do rozmaitych kapitalistycznych błyskotek, ale innym przyniosła klęskę. Wolność jest trudna. Pies, który się urwał z łańcucha, nie zawsze umie znaleźć pożywienie. Chociaż inteligencja nie skorzystała materialnie na transformacji, to ją obarczono winą.

Drugą przyczyną było rozpowszechnienie się kultury masowej. Ona bowiem nie sprzyja kulturze wysokiej, przeciwnie - obniża jej loty. Na ogół zadowala się niewyszukaną rozrywką. Mamy więc nie wielki teatr, lecz telewizyjne seriale, nie literaturę, lecz komiksy, i na każdym kroku mnóstwo tandetnej muzyki. Panująca rozrywka nie wymaga ani wykształcenia, ani myślenia, ani nawet dowcipu. Inteligent jej nie rozumie, jej wielbiciele - inteligenta. Toteż inteligent budzi w masach nudę. Na dodatek mówi językiem niezrozumiałym dla mas. Kultura masowa bowiem kształci własny język potoczny - nasycony słowami zaczerpniętymi z popularnych filmów amerykańskich, z reklam i brukowej angielszczyzny spotykanej na każdym kroku w supermarketach.

Dziś zresztą ceni się ludzi sukcesu. Sukces - ale jaki? Po pierwsze, w biznesie. Po drugie, w polityce - nie po to, by uczynić coś sensownego, lecz by zakosztować władzy, zostać panem posłem lub ministrem, z którym inni muszą się liczyć. Wreszcie sukces w mediach. Bycie osobą medialną to szczyt marzeń. Kto by tam myślał o kulturze? Wydaje się ona przeżytkiem, czymś szkolnym, z czasów odległych.

  • 219 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Chcesz iść na mecz? Idź do kina

Łatwiej chyba polecieć na Marsa niż dostać się na mecz naszej reprezentacji

Ale POleciało

PO ma najgorsze notowania i najmniejszą przewagę nad PiS od wygranych wyborów. Tych z 2007 r. - pokazuje sondaż TNS OBOP. Urosły słupki PiS, Ruchu Palikota i SLD

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W piątek z ''Gazetą'':

  • Gazeta Telewizyjna