http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dzikość w sercu

Rozmowa z Karolem Modzelewskim
2004-12-23, ostatnia aktualizacja 2004-12-23 00:00

Chrześcijaństwo, wkraczając na obszar barbarzyńskiego pogaństwa, dokonało sekularyzacji wielkich obszarów życia społecznego - o barbarzyńskiej Europie opowiada Karol Modzelewski

Ilustracja ze średniowiecznego mszału przedstawiająca św. Bonifacego (672-754), apostoła Niemiec. Po lewej stronie św. Bonifacy chrzci Germanów, scena po prawej przedstawia męczeństwo świętego, który zginął z rąk Fryzów
Fot. East News / akg-images
Ilustracja ze średniowiecznego mszału przedstawiająca św. Bonifacego (672-754)...
Włodzimierz Kalicki: Niezbyt uważny czytelnik, biorąc do ręki Pańską książkę "Barbarzyńska Europa", dostrzeże na obwolucie jakieś obalone w ściółkę popiersie z brązu. Ale to nie jest rzeźba. To doskonale zakonserwowane w torfowisku zwłoki mieszkańca Jutlandii z czasów przedchrześcijańskich. Tego pradawnego Europejczyka zamordowano - na szyi ma zadzierzgnięty powróz. Barbarzyńska, przedchrześcijańska Europa to świat przemocy, chaosu, zbrodni?

Karol Modzelewski: Przeciwnie, to świat prawa. Prawa niespisanego, bo społeczności, w których ono obowiązywało, nie znały pisma; prawa wygłaszanego przez znawców, których zadaniem było zapamiętanie go i przekazywanie z pokolenia na pokolenie. Człowiek z okładki nie był ofiarą przestępczego zamachu. Niemal na pewno wykonano na nim wyrok śmierci. W północnych Niemczech, w Danii, Holandii i Irlandii do dziś wydobyto kilkaset tzw. zwłok bagiennych - doskonale zakonserwowanych w bagnach i torfowiskach szczątków ludzkich. Część z tych znalezisk skupia się na stosunkowo ciasnej przestrzeni. Archeologowie zgodnie uznają, że to miejsca ofiarne.

Bagna, podmokłe grunty, ziemie często zalewane przez wodę były w wyobrażeniach barbarzyńskich Europejczyków siedzibą bogów świata podziemnego i duchów zmarłych. Możemy zakładać, że przestępców, którzy naruszyli sakralne podstawy bytu wspólnoty, składano w ofierze tym bóstwom.

Rzymski historyk Tacyt opisał w swej "Germanii", jak barbarzyńcy topili skazańców w bagnie. Tak samo postępowali Burgundowie u progu VI stulecia, Fryzowie na początku VIII wieku, a pogańscy Szwedzi jeszcze w roku 1030.

Wykonywanie wyroków, a raczej składanie zbrodniarzy w ofierze przez utopienie ich w bagnie, było w barbarzyńskiej Europie praktyką rozpowszechnioną.

Czym była barbarzyńska Europa?

- Słowo "barbarzyńca" pochodzi z greki. Dla Greków barbarzyńcą był każdy, kto nie mówił cywilizowanym, czyli greckim językiem, a więc wydawał z siebie nieartykułowane dźwięki: "bar, bar, bar". Na tej samej zasadzie Słowianie określali Germanów, ale i Ugrofinów jako Niemców, czyli tych, którzy są niemi, bo nie mówią ludzkim, zrozumiałym językiem. Z czasem Grecy, a zwłaszcza Rzymianie, zaczęli definiować świat zewnętrzny, czyli barbaricum, w sposób negatywny, jako nie-cywilizację, nie-kulturę śródziemnomorską.

Ten schemat zacierał różnice istniejące w barbaricum. A barbarzyńska Europa składała się z różnych kręgów kulturowych, np. kręgu Połowców i innych ludów koczowniczych na południowym wschodzie kontynentu i jednego wielkiego, wspólnego kręgu kulturowego obejmującego Celtów, Germanów, Słowian i Bałtów. Podobieństwo struktur ustrojowych, wzorów kultury, instytucji politycznych łączyło ludy tego kręgu ponad podziałami językowo-etnicznymi. Barbarzyńska Europa, o której piszę, nie stanowi kręgu etnicznego, połączona jest natomiast wspólnotą cywilizacyjną. Oczywiście rozumianą współcześnie, bo z rzymskiego punktu widzenia to nie była cywilizacja, tylko barbarzyństwo.

W "Barbarzyńskiej Europie" udowadnia Pan podobieństwa, czasem identyczność obyczaju, prawa, instytucji politycznych plemion zamieszkujących obszary poza zasięgiem cywilizacji rzymskiej, potem chrześcijańskiej. Co łączyło te wszystkie plemiona od Renu po wschodnie stepy?

- Był to na przykład obowiązek gościnności rozumianej jako norma tradycyjnego prawa. Każdy zna porzekadło: "Gość w dom, Bóg w dom". Dla nas to zwrot banalny, bez treści, a w rzeczywistości jest to stwierdzenie bardzo odkrywcze. Ujawnia przeświadczenie, że obcy przybysz na terytorium naszej wspólnoty jest pod boską protekcją, jest święty, bo wówczas słowa "nietykalny" i "święty" znaczyły to samo. Społeczeństwa barbarzyńskie nie rozróżniały ochrony rozumianej na sposób świecki i ochrony rozumianej w sposób sakralny. Trzeba zatem zagwarantować gościowi bezpieczeństwo, dać jeść, przenocować, mało tego, trzeba przeprowadzić go bezpiecznie do następnego gospodarza, który otoczy go opieką. Miało to naturalnie wymiar praktyczny, bo gość był wtedy jedynym kontaktem ze światem zewnętrznym. W dzisiejszych kategoriach gwarantował obieg idei, ludzi i towarów, bo często był on kupcem.

Nie ma właściwie źródła pisanego, które nie wspominałoby o gościnności barbarzyńców, począwszy od tego, co w "Wojnie galijskiej" Cezar pisze o Germanach, poprzez Tacyta podręcznik taktyki dla bizantyjskich dowódców z VI wieku, po "Kronikę Słowian" Helmolda z połowy XII wieku. Wymóg gościnności przekraczał granice etniczne.

Ówczesnych źródeł zachowało się jednak niewiele.

- Gdy te wszystkie informacje przeanalizuje się łącznie, to wszystko układa się w spójny obraz gościnności jako wymogu powszechnego, absolutnie elementarnego.

Wątłość bazy źródłowej to zresztą tylko jeden z kłopotów mediewisty. Istotną trudność sprawia fakt, że barbarzyńcy nie znali pisma. Pisali o nich ludzie cywilizowani, z innego kręgu kulturowego. Obserwatorzy, nawet naoczni, pochodzili z kręgu łacińskiego albo hellenistycznego. To, co widzieli, zapisywali tak, jak to rozumieli. Stąd na przykład gościnność barbarzyńców wpisywała się w charakterystyczny, zwłaszcza dla świata rzymskiego, stereotyp szlachetnego dzikusa nieskażonego deprawującym wpływem cywilizacji. Ten akurat stereotyp przejęliśmy od Rzymian. Stąd szlachetny Winnetou i inni piękni dzicy w naszej zbiorowej imaginacji. Gościnność zatem cywilizowani obserwatorzy postrzegali jako przejaw szlachetnego porywu serca. Nie rozumieli, że była to norma prawa obwarowana rozmaitymi karami.

Surowymi?

- Za najcięższe przewinienia, czyli za spowodowanie śmierci lub okaleczenia gościa, w barbarzyńskiej Europie wymierzano karę najokrutniejszą, poza złożeniem człowieka w ofierze bóstwu, jaką znały tamte społeczności. Skazywano winnego na banicję. To nie było wygnanie do obcych krajów, ale wykluczenie z ludzkiej społeczności.

Najpierw zbierał się wiec, który miał prawo podejmować wszystkie istotne decyzje polityczne i sądowe. Podejmować musiał je jednomyślnie, taka była zasada decyzji wiecowych. Ci, którzy obwiniali, i ci, którzy skazywali, podpalali dom winnego. To była straszliwa kara, bo dom był święty. Nawet zabójcę, który podlegał prawowitej, legalnej zemście krewnych ofiary, można było zabić wszędzie, ale nie w miejscach uświęconych pokojem, w których był bezpieczny: na placu wiecowym, w świątyni (po chrystianizacji - w kościele) ani we własnym domu. Spalenie domu było postępkiem niesłychanie drastycznym, oznaczało utratę świętego schronienia, które należało się każdemu członkowi wspólnoty. Wraz z domem banita tracił swoje miejsce na ziemi i ochronę prawną. Po spaleniu domu podlegał też tzw. nieustannej grabieży. To nie była jednorazowa konfiskata majątku przez władzę. Od tej pory każdy mógł zabrać sobie cokolwiek z majątku ruchomego banity - aż do końca jego życia. Co więcej, pod groźbą dotkliwych kar nie wolno było banity i jego rodziny ani przyjąć pod swój dach, ani nakarmić. Jego miejscem był las, a on sam był niczym zwierz. W różnych zbiorach praw porównuje się go do wilka. Kara ta jest powszechnie stosowana w czasach barbarzyńskich: od Anglii, przez Nadrenię, Saksonię, aż po zachodnią i wschodnią Słowiańszczyznę.

Którą z charakterystycznych cech barbarzyńskiej Europy uważa Pan za najistotniejszą?

- Niezależnie od podziałów etnicznych barbarzyńskie społeczeństwa były kolektywistyczne. Nie miały administracji, nie dysponowały środkami administracyjnego przymusu. O wszystkim decydował wiec.

  • 32 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Wolą stracić miliony euro niż zastosować parytet

Choć francuskie prawo zaleca parytet, prawicowa partia UMP Nicolasa Sarkozy'ego nie zastosuje go, przez co straci ok. 4 mln euro państwowych dotacji

PiS znów dla SKOK-ów

Czy sam SKOK napisał interpelację posłowi PiS w swojej sprawie, na którą ma odpowiedzieć MSW? To mało. Zmianę prawa dla tej jednej firmy - jak wygra wybory - zapowiada lider PiS Jarosław Kaczyński

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W środę z ''Gazetą'':

  • Gazeta Dom
  • Autyzm - poradnik
  • Zagraniczne wczasy dla seniorów - informator