Historia programu kupowania laptopów dla szkół to pasmo pochopnie składanych przez polityków PO obietnic, z których musieli się potem wycofywać na czworakach. W maju 2008 r. premier Tusk w orędziu na półrocze rządu zapowiedział "informatyczną rewolucję w naszych szkołach". Wtedy po raz pierwszy pojawił się pomysł rozdawania laptopów uczniom. Ministerstwo Edukacji zdążyło wydać 16 mln zł na szkolenia nauczycieli, a potem przyszedł kryzys i program po cichu zdechł.

Rząd wskrzesił go w tym roku. "3 tys. klas w podstawówkach może dostać laptopy już we wrześniu. I prawie 40 tys. nauczycieli" - relacjonowała "Gazeta" rządowe plany jeszcze w kwietniu. Potem jednak plany rządu się zmieniały - okazało się jednak, że laptopy nie będą dla pierwszaków, tylko od klas czwartych w górę, że właścicielami sprzętu będą szkoły, a uczniowie będą je mogli tylko wypożyczyć do domu, w dodatku jedynie w "szczególnych przypadkach" i nie na cały rok szkolny. Ostateczny kształt programu nadal nie jest jasny. Start pilotażu przeniesiono na początek 2012 r., czyli już po wyborach, po których może się zmienić rząd.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej