"Godne docenienia jest, że zarzuty zawarte w białej księdze brzmią zdroworozsądkowo i dalekie są od radykalizmu" - pisze Dominik Zdort w "Rzeczpospolitej". Bardziej wstrzemięźliwy w pochwałach jest Paweł Wroński w "Gazecie Wyborczej", bo pokazuje jak wiele sprzeczności zawiera w sobie dokument
PiS. Ale też stwierdza: "Bodaj pierwszy raz
Antoni Macierewicz przedstawił wizję katastrofy wolną od spiskowych teorii".
Chwalimy więc polityka PiS za to, że nie napisał ewidentnych głupot. Ale moim zdaniem pochwały są trochę na wyrost. Macierewicz wraz z Jarosławem Kaczyńskim dokonali bardzo sprytnego zabiegu. Nie mówią wprost o zamachu i spisku, bo to naraziłoby ich na śmieszność. Ale też puszczają oko do swoich najbardziej radykalnych fanów. Bo co znaczą słowa Macierewicza o rosyjskich kontrolerach, którzy "świadomie sprowadzali polskich pilotów na śmierć" i wciągnęli ich w "śmiertelną pułapkę"? Jak rozumieć zdanie, że mgła stała się "elementem straszliwej gry"? Wniosek może być jeden: Rosjanie zwęszyli okazję i świadomie zabili prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz pozostałych pasażerów.
Raport jest częścią wciąż tej samej strategii PiS, którą Kaczyński realizuje od wielu miesięcy. Nie stawia kropki nad "i", ale mówi o "poległych" o "męczeństwie" i jeszcze wczoraj przekonywał, że to niemożliwe, iż samolot tak sam z siebie się rozpadł.
To podprogowe podsycanie nastrojów spiskowych pozwala PiS-owi utrzymać przy sobie najbardziej podejrzliwy elektorat. Ale musi być na tyle subtelne, by nie odstraszać racjonalnych wyborców.
Nie cieszmy się więc przedwcześnie. W PiS wszystko pozostało po staremu.