W 2008 r. komisja "Przyjazne państwo", na której czele stał Janusz Palikot, stwierdziła, że utrzymywanie terenów rolnych w granicach miast to absurd i trzeba je z automatu odrolnić. Z pozoru taka zmiana była logiczna. Przecież nie będziemy w mieście uprawiać żyta i kapusty. A terenów pod zabudowę brakuje.

Wszyscy niemal jednogłośnie temu przyklasnęli. Prezydent Lech Kaczyński, który argumentował, że jest to zły pomysł, bo w Polsce nie funkcjonuje planowanie przestrzenne, został przegłosowany, a jego weto odrzucone.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej