Myślicie, że Romek biegał i hałasował. Z dotychczasowego przebiegu procesu i zeznań świadków w tym miejscowego leśnika wynika, że nic z tych rzeczy. Chodził sobie spokojnie z lornetką, po ogólnodostępnym terenie. Tylko, że na tym terenie nadleśnictwo zaplanowało polowanie dewizowe i Romek im przeszkadzał. Prawda, że w tym czasie w Puszczy Białowieskiej ekolodzy z Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot prowadzili akcję przeciw myśliwym, ale Romek ani nie jest członkiem Pracowni, ani nie brał udziału w akcji. Jednak Lasy Państwowe nikogo z tej organizacji nie pozwały do sądu. Nie trudno się domyślić dlaczego. Łatwiej prześladować siedemnastolatka, niż zadrzeć ze zorganizowanymi ekologami. Wiem co powiecie: absurd, film Barei, paragraf 22, nadgorliwość nadleśniczego z nadleśnictwa Hajnówka i tyle.

Sprawa jest poważniejsza. Lasy Państwowe to instytucja zarządzająca ponad jedną czwartą naszego kraju i kontrolująca ogromny majątek. I coraz częściej Lasy nie zachowują się jak zarządca, ale jak właściciel. Przez zaprzyjaźnionych parlamentarzystów realizują politykę, która nie całkiem zgodna jest z interesem państwa. Można odnieść wrażenie, że to nie ministerstwo środowiska kontroluje Lasy, ale wręcz odwrotnie.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej