Tym razem Grzegorz Braun wziął się za eugenikę. Jak przyznał podczas spotkania na KUL: "To projekt, którego nie wymyśliłem, bo bym nie wymyślił. Zostało mi to podane na tacy, a jak się wkręciłem, to już się wkręciłem".

Film ma mocne punkty. Dobre tempo, doskonała muzyka i animacje graficzne, świetne materiały archiwalne. Co więcej, niemal trzy czwarte jego zawartości jest OK. Źle robi się dopiero wówczas, gdy akcja przenosi się z przedwojennej Ameryki i hitlerowskich Niemiec do czasów współczesnych.
Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej