Od kilku dni żyjemy w medialnej histerii. A to za sprawą stadionowych bandytów zwanych kibolami i tego jak z nimi próbuje się rozprawić rząd Donalda Tuska. Można by nawet powiedzieć, że kibole to obecnie problem polityczny numer jeden, a nie administracyjny, jak mogłoby się wydawać osobom, które tej histerii nie ulegają. Zwłaszcza osobie, której piłka nożna kompletnie nie obchodzi, która na meczach piłki nożnej nie bywała i nie zamierza bywać.

Mamy więc szeroką dyskusję o tym czy Tusk zamykając stadiony przed kibicami w Warszawie i Poznaniu zrobił dobrze czy źle, a nie o tym jak realnie walczyć z kibolami.
Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej