Gdyby ben Laden został uwięziony i sądzony w krajach Unii Europejskiej, z pewnością nie zostałby uśmiercony, choć on sam daleki był od oszczędzania tych, których uznał za swoich wrogów.

Jego czyny wciąż budzą zgrozę. Ten człowiek był niczym herszt bandy, który zaszedł bardzo wysoko. Miał spryt i zuchwałość godne Hitlera i Stalina, czym górował nad zatroskanymi o procedury prawne politykami krajów demokratycznych. Jego fanatyzm, cynizm i bezgraniczna wola destrukcji wprawiały świat w lęk i zakłopotanie. Dziś mówimy o nim w czasie przeszłym.

Usłyszymy teraz zapewne chór głosów, że ben Laden i Al-Kaida byli rezultatem dramatu świata islamskiego, świata ludzi skazanych przez los i bogaty Zachód na nędzę, poniżenie i upokorzenie.

Z pewnością fanatyzm i terroryzm islamski mają społeczne i historyczne przyczyny. Miały je także faszyzm i bolszewizm. Jednak śmierć Hitlera, Mussoliniego, Ceausescu - poza wymiarem tragicznym - była też wyrazem niezgody gatunku ludzkiego na zło. Ci, którzy byli siewcami śmierci, krzewicielami zła i okrucieństwa - zostali unicestwieni.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej