Kucharczak poświęca jednak swoją uwagę zwierzętom, gdyż "gorączka, w jaką wpadają ? obrońcy zwierząt ?, dowodzi coraz poważniejszego zaburzenia hierarchii ważności". Co gorsza, problem "dotyka już chrześcijan", a to oznacza "utratę wiary w wyjątkowość człowieka". Kucharczak wierzy i w człowieka, i w Boga, dlatego chętnie by się dowiedział "za kogo uważamy zwierzęta, że zaczynamy mówić o jakichś ich prawach, jakby były wolne i odpowiedzialne". No właśnie, co za prawa?! Człowiek, wybraniec Boży, ma prawo sobie przy niedzieli psa stłuc, a potem pójść na mszę świętą i nikt mu nie pogrozi ekskomuniką (chyba że przypadkiem jest zwolennikiem in vitro).

Felietonista katolickiego pisma nie wie też, skąd pomysł, żeby zoofilia była przestępstwem "z uwagi na cierpienie zwierzęcia", a nie "ze względu na godność człowieka". I po co larum w jednej z telewizji o urwanie głowy psu, skoro potem "ta sama stacja pozwala zachwalać aborcję", która wiąże się "z urywaniem głów dzieciom". Pochylmy się nad żalem Kucharczaka, że "nikt nie ruszy ciężarnej suki, ale łono matki w krajach ? cywilizowanych ?to miejsce dla dzieci najbardziej niebezpieczne".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej