Bundestag uznał wtedy, że na 15 lat przed listem polskich biskupów, w którym padło słynne "wybaczamy i prosimy o wybaczenie", wypędzeni w swojej "Karcie" zapoczątkowali zbliżenie z Polską czy ówczesną Czechosłowacją.

Historycy tezę tę uznali za fałszywą, a polityków, którzy się pod nią podpisali, ustawili przy tablicy. Przypomnieli posłom i samym wypędzonym, że nie mogą uczciwie mówić o pojednaniu, jeśli przemilczają przy tym niemieckie zbrodnie popełnione podczas II wojny światowej.

Dla klasy politycznej za Odrą to ważny sygnał. Pokazuje, że tamtejsze społeczeństwo - większość sygnatariuszy listu otwartego to badacze z Niemiec - nie godzi się na manipulowanie historią i będzie zawsze protestować, gdy politycy spróbują zrzucać z Niemiec odpowiedzialność za wybuch wojny czy przemilczać jej ofiary.

Politycy powinni od historii trzymać się z daleka, a jej ocenę pozostawić ekspertom. Dobrze się stało, że naukowcy błyskawicznie zdecydowali się udzielić takiej lekcji.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej