Lubię nawet pana prezydenta, choć bardzo muszę się przemóc, by go lubić, gdy przemawia (że też w Pałacu nie ma kogoś, kto by mu pisał dobre teksty!).

Lubię też nasz Senat, naszą stolicę i panią prezydent też bardzo lubię. Lubię nawet Bronka Wildsteina, choć uważam, że powinien zmienić zawód i nie marnować swoich zdolności w dziennikarstwie.

Bardzo więc lubię nasz kraj i bardzo mi tu dobrze, ale byłoby znacznie lepiej, gdybyśmy tak wszyscy od maleńkości ćwiczyli się w pewnych cnotach, których europejska część ludzkości nabyła dzięki oświeceniu (bo my jakoś od czasów Jagiellonów tkwimy po uszy w romantyzmie i chaosie powstań).
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej