Teza sformułowana przez ambasadę Stanów Zjednoczonych w depeszy z jesieni 2008 r., że celem polskiej polityki jest "powstrzymanie Rosji", powstała wprawdzie w szczególnych okolicznościach - zaraz po wojnie Rosji z Gruzją, ale jest w niej coś więcej. To mianowicie, że nie chodzi o chwilową emocję, lecz o polski sposób myślenia.

Przekonaniu temu towarzyszy bowiem geopolityczna ocena autorstwa szefa MSZ: "Rząd polski uważa, że Rosja mogłaby być zagrożeniem w ciągu 10-15 lat, ale po kryzysie w Gruzji może być to jedynie 10-15 miesięcy".

Stawia to ministra Radosława Sikorskiego w niewygodnej pozycji wobec rosyjskiego partnera. W dobie galopującego odprężenia Rosjanie mogą pytać: Czy nadal obowiązuje długofalowa wizja, że za kilkanaście lat Polska i Rosja są skazane na konflikt? A jeśli polski rząd zmienił zdanie, to dlaczego? I skąd pewność, że Polska szybko nie wróci na kurs antyrosyjski? Czy sztandarowy pomysł polskiej dyplomacji na forum Unii Europejskiej, tj. Partnerstwo Wschodnie, ma istotnie charakter antyrosyjski? Dlaczego wcześniej Sikorski mówił Rosjanom, że jest inaczej?
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej