http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kopa ma ta kawa, czyli nie dopalaj, miła, nie dopalaj

Wojciech Krzyżaniak
2010-11-01, ostatnia aktualizacja 2010-10-30 12:49

Z ciekawością, ale i rozbawieniem wsłuchuję się w podniesione do rangi ustawy protesty przeciw tzw. dopalaczom

Wojciech Krzyżaniak
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Wojciech Krzyżaniak
RAPORTY
Niby protesty są słuszne, a jednak w zgiełku zaklęć, oburzenia i gróźb umyka rzecz dużo ważniejsza od samych dopalaczy. Pytanie: dlaczego młody człowiek ma na nie ochotę? I przede wszystkim dlaczego się ich nie boi?

A nie boi się, bo według reklam pojawiających się we wszystkich mediach dopalanie się jest tyleż oczywiste, co wręcz społecznie pożądane.

Chce ci się spać, nie dajesz rady? To pamiętaj, że "kopa ma ta kawa". "Zażyj, będziesz rześki i ze zdwojoną siłą wrócisz do pracy". "Padłeś? - pyta reklama. - Powstań, napij się, a będziesz miał siłę. Nie możesz spać? Weź procha, to zaśniesz i w dodatku po raz pierwszy od lat naprawdę odpoczniesz. Ile może twoja kobieta? Nieskończenie długo? Ty też będziesz mógł, tylko zażyj". Wszystko w formie, która nie pozostawia złudzeń ani co do zasadności stosowania wspomagaczy, ani niestosowności ich niestosowania.

Dopalacze w reklamach dopasowane są do każdego wieku, postury i pozornego problemu. Są tabletki lub płyny na urojone kłopoty z pamięcią, na odchudzanie, na to, żeby jeść więcej, na to, żeby noga ruszała się lepiej, na to, żeby móc bawić się z dziećmi, i na to, żeby dzieci mogły się bawić same. Generalnie chodzi o to, że jako tako skutecznie możemy funkcjonować wyłącznie po zażyciu. Absolutne przeciwieństwo zapomnianego już hasła: "Zażywasz - przegrywasz". Czy ktoś to jeszcze pamięta?

Za reklamą stoją najwięksi fachowcy od rozbudzania potrzeb i wyrabiania nawyków. Nie dziwmy się więc, że dzieciaki tak łatwo ulegają złudzeniu, że dopalacz (zaczynając od batona, cukierka czy soczku) jest panaceum na wszystko. I że później sięgają po mocniejsze prochy, skoro dorastają w przekonaniu, że aby mieć lepsze stopnie, muszą coś połknąć. W końcu nawet zwykły z pozoru baton to nie banalna łakoć, ale ukryty pod jego maską dopalacz zwany dla niepoznaki "odpowiednią dawką energii". A skoro cukierek tak może sieknąć i sprawić, że wytrzymamy dodatkową lekcję wf i jeszcze zapamiętamy matmę, to czegóż dokonać może poważniejsza piguła?

Szczególną promocją dopalania się są reklamy pojawiające się tuż przed studencką sesją egzaminacyjną. Tu wprost i bez ogródek proponuje się chemiczne poszerzanie możliwości mózgu, żeby zwiększyć szanse na sukces.

To nie jest apel o bojkot tych środków ani zakaz ich reklamowania. Ale gdyby rada od etyki reklam szukała zajęcia, to proszę.

Czytaj też bloga Wojtka Krzyżaniaka: wizjatele.pl

  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    47 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':