Mądrość ludowa mówiąca, że nikt nie jest prorokiem we własnym kraju, stała się nieaktualna. W Polsce każdy jest teraz prorokiem tylko we własnym kraju, a za granicą jest - jak to mówią na Śląsku - borokiem. U nas prezes PiS jest czczony na równi z krzyżem, a nawet bardziej, bo nikt nie odważyłby się w jego obecnym stanie przenieść go do Pałacu Prezydenckiego. Jednak zagranicę o swoim wizjonerstwie musi zawiadamiać sam w słanych tam listach, skąd wracają z adnotacją "nadawca nieznany".

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej