Każda tragedia zasługuje na współczucie. Jednak powodowani współczuciem nie powinniśmy wyciągać fałszywych wniosków.

Nie zgadzam się z tym, co w czwartkowej "Gazecie" napisała Aleksandra Klich (''Życie i śmierć zbieraczy jabłek''), porównując reakcje na tragedię drogową pod Nowym Miastem nad Pilicą z akcją ratowniczą w Chile. Nie uważam, by musiała dręczyć nas myśl, dlaczego wszyscy kibicowali akcji ratunkowej w kopalni, a mało kto - zwłaszcza nasze państwo - przejmuje się ciężkim losem ofiar wypadku drogowego w Polsce.

Górnicy w Chile nie mieli wpływu na to, że w ich kopalni zatrzęsła się ziemia i zwały skał odcięły ich od świata. Chilijskie państwo zrobiło wszystko, by ich spod ziemi wydostać. Ale tak samo postąpiłoby państwo polskie, francuskie czy niemieckie. Gdyby w polskiej kopalni zdarzył się podobny zawał, ratownicy też stanęliby na głowie, by górników ocalić.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej