Czekamy na Twoją opinię. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Wtorkowy wieczór i noc. Cały świat z zapartym tchem czeka na pierwszego górnika z kopalni w Chile. Po 69 dniach w ciemnościach wreszcie wyjeżdża na ziemię. W specjalnym kombinezonie, okularach, szczęśliwy. W objęciach przyjaciół, prezydenta państwa. Wygraliśmy!

Potem następny i kolejny. Relacje z chilijskiego końca świata zapełniają telewizyjne programy i internetowe strony. Miliony kliknięć. Świat ekscytuje się fantastyczną akcją ratunkową jak przygodowym filmem. Padają komentarze, że to cud techniki i ludzkiej wytrzymałości. Wymowny przykład, że w naszym cywilizowanym świecie życie ludzkie jest wielką wartością.

By ratować chilijskich górników, jednoczy się kilkadziesiąt firm, armia, angażuje się nawet amerykański rząd. Wsparcie psychologów, doskonała organizacja, pieniądze - prowadzą do szczęśliwego finału. Górnicy, którzy by zapewnić utrzymanie rodzinom, pracowali w źle zarządzanej kopalni, pozbawionej szybu ewakuacyjnego, są wolni i bezpieczni.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej