To nie z rąk powstańców cierpieli, rzecz jasna, warszawiacy. Ale boleśnie odczuli oni skutki podjęcia straceńczej decyzji o walce z silniejszym wrogiem przez dowódców Armii Krajowej. Dziś można powiedzieć to wprost: od strony politycznej i wojskowej Powstanie było katastrofą, choć jego uczestnikom należy się najwyższy szacunek za heroizm.

Znam opowieści z Powstania ze wspomnień bliskich. Radość i duma z pierwszej wolności po prawie pięciu latach okupacji, biało-czerwonych flagach na ulicach, chęć zemsty za wszystkie upokorzenia miesza się w nich z żalem z powodu liczby ofiar i zagłady miasta. Są w tych opowieściach uśmiechnięci, pełni zapału powstańcy i przeklinający ich - zwłaszcza po koniec Powstania - cywile. Ten obraz nie jest czarno-biały. Dziadek, który po Powstaniu trafił do niemieckiego obozu i ledwo przeżył, do końca życia wspominał radość po 1 sierpnia. Ale bolało go, że Warszawa, do której wrócił po wojnie, była zrównana z ziemią.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej