http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Szydła pana Rzońcy. Kilka argumentów przeciw

Jacek Żakowski, ?Polityka?
2010-08-22, ostatnia aktualizacja 2010-08-23 12:46

Powiedzenie: ?Dajcie człowieka, paragraf się znajdzie? Andrzej Rzońca przekuł w zasadę: ?Dajcie tezę, argument się znajdzie?. Ale podobnie jak jego poprzednik szyje zbyt grubymi nićmi, by szydła nie wyszły z worka.


fot. Shutterstock
1. Zacznę od symptomatycznego detalu (pkt 10). Propozycję szokowego podniesienia wieku emerytalnego do 67 lat FOR uzasadnia podobnym zamiarem Holandii. W komentarzu zwróciłem uwagę, że Holendrzy mogą dłużej pracować, bo wielokrotnie więcej wydają na zdrowie. Rzońca na to: "Holandia wcale nie wydaje wielokrotnie więcej na opiekę zdrowotną niż Polska. () Przeznacza na ten cel 6 proc. PKB, podczas gdy Polska 5,1 proc. PKB, a jeszcze trzy lata wcześniej Holandia wydawała dokładnie tyle samo, ile (wówczas) nasz kraj". W zasadzie to prawda, ale konkretnie kłamstwo. Holandia wydaje podobny procent PKB, ale za służbę zdrowia płaci się pieniędzmi, nie procentami PKB. Holenderskie 6 proc. to wielokrotnie więcej niż polskie 5 proc. Mimo że w Holandii jest drożej. OECD liczy wydatki różnych krajów na zdrowie z uwzględnieniem różnicy cen. W Holandii (2008) wynoszą one 4063, a w Polsce 1213 dol. Oni wydają więc na zdrowie ponad razy więcej niż my (uwzględniając różnicę cen!). Nas na takie wydatki nie stać. Ta różnica (i cała różnica cywilizacyjna) ma znaczenie. Oczekiwana długość życia w Holandii wynosi 79,5 roku, a w Polsce 75,8. W przypadku mężczyzn jest większa (76,9 i 71,9). Polak odchodzący z pracy w wieku 67 lat będzie emerytem pięć, a Holender dziesięć lat. Podobnie różni się stan zdrowia młodszych roczników, czyli ich faktyczna zdolność do dłuższej pracy. A prawo jest bezsilne, gdy nie pasuje do rzeczywistości. Czeszki pracują cztery lata dłużej, Węgierki dwa lata, Finki i Francuzki rok dłużej, niż wynika z przepisów, a Greczynki pięć lat krócej (Polki cztery lata).

2. Pan Rzońca udaje, że tego nie wie. Myślę, że robi to, by nas przekonać, że podnoszenie podatków nie jest w Polsce nawet doraźnie potrzebne. Nie przypadkiem swoje propozycje FOR ogłosił dzień po decyzji rządu o podniesieniu VAT. Dla tego środowiska jest to skandal nie do pomyślenia. Jego lider od lat wmawia nam, że mamy wyjątkowo wysokie podatki, co też jest nieprawdą. W Polsce podatki i składki to 34,3 proc., a średnio w Unii 39,3 PKB. Gdybyśmy mieli przeciętne europejskie podatki, nie mielibyśmy deficytu i można by odłożyć na przyszłość.

3. Pan Rzońca twierdzi (pkt 1), że "konstrukcja zmian w finansach publicznych proponowanych przez FOR jest podporządkowana zwiększeniu odsetka pracujących wśród Polaków". To chwalebne i oczywiste. Ale jakim cudem środowisko radykalnie rynkowe wierzy (pkt 3), że ów odsetek da się zwiększyć, mechanicznie podnosząc wiek emerytalny? W PRL było to możliwe. Jak Biuro Polityczne kazało, to się zatrudniało. Nawet niewidomych jako strzelców wyborowych. Dziś nikt nie da nikomu pracy tylko dlatego, że Sejm, a nawet FOR mu każe. Szokowe podniesienie wieku emerytalnego zwiększy podaż pracy, ale nie zwiększy popytu na pracę. Zwiększy więc liczbę bezrobotnych, których młodsza i aktywniejsza część wyemigruje i obniży płace, co też zwiększy emigrację i popchnie nas w stronę modelu azjatyckiego - "marna praca za marną płacę". Chyba że zastosuje się też inne bodźce. Ale je można wprowadzić, podwyższając wiek emerytalny rozsądnie, w sposób skoordynowany z parametrami cywilizacyjnymi.

4. Pan Rzońca twierdzi (pkt 2), że podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat wynika z prognozy mówiącej, iż w 2020 r. Polacy będą żyli dwa lata dłużej. To dobry argument za podniesieniem wieku emerytalnego o dwa lata. Ale FOR proponuje, by wiek emerytalny kobiet podnieść o siedem lat. Przez niemal dekadę kobiety nie przechodziłyby na emeryturę. Nie słyszałem, by cywilizowany kraj wbił taki czop swojemu rynkowi pracy.

5. Pan Rzońca powołuje się (pkt 4) na "dostępne badania" pokazujące, że "w krajach, które podnoszą efektywny wiek emerytalny, występuje dokładnie odwrotne zjawisko od tego, które opisał Żakowski" (przestrzegałem przed bezrobociem młodych). To znów jest ściemnianie. Pisałem o skutkach proponowanego przez FOR szokowego podniesienia "ustawowego", a nie "efektywnego" wieku emerytalnego. Podnoszenie "efektywnego" wieku emerytalnego to proces związany z wydłużaniem życia, zmianą charakteru pracy, wykształceniem i zdrowiem, ewolucją aspiracji, zamożnością, usługami społecznymi i prawem - czyli z postępem cywilizacyjnym sprawiającym, że ludzie chcą, mogą i powinni pracować dłużej. A szokowe podniesienie wieku "ustawowego" to czyjeś widzimisię grożące nieobliczalnymi skutkami ubocznymi. Jak likwidacja PGR-ów z dnia na dzień. Poza tym w Europie wiek emerytalny podnosiły do 67 lat bogate kraje nordyckie wprowadzające zmiany jako element długookresowych strategii społecznych. Szok proponowany przez FOR ma się do nich jak cep do zegarka.

6. Pan Rzońca nie rozumie (pkt 1) mojej krytyki pomysłów FOR, by likwidować przyczółki polityki pronatalistycznej. Zgadzam się, że są one (becikowe!) kiepskie. Ale dają poczucie, że państwo rozumie, iż dzieci to nie tylko sprawa rodziców. Tego poczucia nie można osłabiać, jeżeli chcemy stawić czoło kryzysowi demograficznemu, który rujnuje system emerytalny, ubezpieczenia zdrowotne, budżet i gospodarkę. Ekonomiści zrozumieli, że z emocjami kapitału finansowego nie ma żartów, i obchodzą się z nimi jak z jajkiem. Kapitały społeczne reagują podobnie, tylko że ich reakcje nie są tak dobrze widoczne i natychmiastowe, bo nie mają giełdy. Ale mają jeszcze poważniejsze i trudniejsze do odwrócenia skutki. Dlatego huczne zapowiadanie likwidacji polityki pronatalistycznej jest nieodpowiedzialne, jeśli nie łączy się z hucznym proponowaniem rozwiązań racjonalnych. To gadanie jest w odniesieniu do kapitału demograficznego z grubsza tym, czym dla kapitału finansowego byłoby ogłoszenie przez FOR, że Polska powinna przestać spłacać długi.

7. Podobnie z podwyżkami dla nauczycieli (pkt 7, 8, 9). Trzeba starać się powiązać je z wynikami, ale wszędzie na świecie jest to trudne. Ta trudność nie usprawiedliwia powodowanej za niskimi płacami negatywnej selekcji do pracy w szkole. Bo obciąża ona naszą przyszłość bardziej niż zadłużenie budżetu. W świecie nowoczesnym kraje, które dokonały trwałego skoku cywilizacyjnego - Prusy, Brytania, Ameryka, Finlandia, Korea, ostatnio Chiny i Indie - inwestowały dużo w edukację. A FOR chce oszczędzać na oświacie, której (oby chwilowo) ubywa uczniów. Można na to reagować, tnąc koszty, a można doinwestowując mniejsze roczniki, by ich nieliczność zrównoważyć nieco wyższą jakością.

8. Pan Rzońca się martwi, że na efekty inwestycji społecznych czeka się dekady. Na zysk z sadzenia lasu też. A nie ten wygrywa, kto bardziej tnie koszty, lecz ten, kto lepiej inwestuje. Państwo musi być zdolne do planowania i inwestowania w skali pokoleniowej. Tnąc, ograniczając, likwidując, daleko nie zajedziemy. Możemy najwyżej przyciągnąć kapitał, który odpłynie, gdy ktoś bardziej przytnie i ograniczy. Ta droga jest dobra dla najbiedniejszych, do których już nie należymy. Jeśli chcemy gonić najlepszych, musimy poważnie myśleć o rozwoju i w siebie inwestować.

Tekst Andrzeja Rzońcy czytaj na wyborcza.biz

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 29 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    47 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':