http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Komentarze

A A A

Terlikowski chce drogich prezerwatyw

Grzegorz Sroczyński
2010-07-27, ostatnia aktualizacja 2010-07-27 12:18

Ile kosztuje jedna gumka; co Kaczyński ma na myśli; dlaczego Borysewicz "zarył twarzą" oraz co myśli biskup Kaszak o godnym poczęciu - czyli przegląd prasy we wtorek

Grzegorz Sroczyński
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Grzegorz Sroczyński
ZOBACZ TAKŻE
Terlikowski narzeka w "Rzepie", że prezerwatywy są w Polsce zbyt tanie. "Choć konserwatywni politycy często opowiadają o konieczności wspierania osób pragnących posiadać liczne potomstwo, to jednocześnie od wielu lat tolerują sytuację, w której VAT na prezerwatywy wynosi 7 proc., a na wózki dziecięce i inne rzeczy konieczne do wychowania dzieci - 22 proc." Koniec cytatu. Nie bardzo rozumiem pretensji. Dzieci są przecież zakałą ludzkości, wystarczy przejść się na basen w godzinach szczytu. I my - liberałowie wszystkich krajów - od lat słusznie dbamy, żeby drogimi wózkami, drogimi pieluchami i drogimi kaszkami do plucia po ścianach jakoś ludzi zniechęcić. Nie wychodzi, niestety. Bo człowiek idzie do Galerii Mokotów i co widzi: prezerwatywy Durex Classic kosztują 27 zł, pieluszki Pampers Activ Baby - 53 zł. Czyli niby na razie wszystko jak pisze Terlikowski. Ale zajrzyjmy do środka. W pudełeczku prezerwatyw jest zaledwie 12! Pieluch - aż 82 sztuki! Po przeliczeniu: jedna gumka kosztuje w Polsce 2 zł 25 groszy. A jedna pielucha - 64 grosze. No i ludzie wybierają ten tańszy wariant! Przy okazji przypominam Tomaszowi Terlikowskiemu: VAT - i na prezerwatywy i na pieluchy - wynosi równo 7 proc. Owszem, na wózki jest już normalny, 22 proc. Bo gdyby był obniżony, to "wózkami dziecinnymi" okazałyby się zapewne wszystkie sprzedawane w Polsce samochody.

Pisząc już serio: w kraju, w którym nie ma wychowania seksualnego w szkołach (a w domach o seksie się nie rozmawia), w którym nie ma refundacji porządnej, nowoczesnej antykoncepcji, wygłaszanie takich tez brzmi nieco ekstrawagancko. Ale dalej jest jeszcze lepiej. Otóż Terlikowski narzeka, że Kościół ma u nas zbyt mały wpływ na politykę. Cytat: "Nikt poważnie nie dyskutuje już na temat takiej zmiany ustawy aborcyjnej, żeby lepiej chroniła życie (a przecież tego chciał zawsze tak często przywoływany przez polityków i publicystów wszystkich opcji Jan Paweł II). Nieliczni tylko mają odwagę powiedzieć otwarcie, że w Polsce powinien funkcjonować zakaz in vitro i że nikt nie może mieć prawa do posiadania dziecka za cenę istnienia innych dzieci". I dalej: "Kościół od lat chowa głowę w piasek i udaje, że stanowisko polityków w kluczowych sprawach obyczajowych nie ma znaczenia dla ich oceny moralnej (...) Po odejściu Marka Jurka z PiS, po eliminacji LPR i Prawicy Rzeczypospolitej z parlamentarnej polityki, nie ma już w naszym Sejmie realnej siły, która mogłaby choćby próbować narzucić inną niż lewicowo-liberalna agendę tematyczną". Agenda tematyczna? Czy to coś z seksem? Bo brzmi niepokojąco i bardzo perwersyjnie.

Tekst Terlikowskiego jest dość typowy dla jego środowiska. Otóż wy nie chcecie ze mną dyskutować, wy mnie chcecie zgwałcić! Macie swoją Świętą Rację i martwicie się tylko tym, że nie możecie mi jej narzucić: zakazać mi in vitro albo zmusić moją koleżanką do urodzenia dziecka w każdych okolicznościach. Trochę wam zazdroszczę. Wiara w słuszność własnych poglądów tak silna, żeby chcieć je narzucić wszystkim, to musi być przyjemne jak stan nirwany. Niestety, nigdy ta łaska nie była mi dana.

Biedny inteligent patrzy na Kaczyńskiego

Gazety dość zgodnie zajmują się egzegezą myśli Jarosława Kaczyńskiego. W "Wyborczej" Marcin Celiński pisze tak: "PiS wykorzystuje czas do budowania mitu, który długo będzie spajał twardy elektorat bez konieczności powtarzania słów". Koniec cytatu. Innymi słowy: gadanie o ruskiej trumnie i zbrodni smoleńskiej ma Kaczyńskiemu dać spokojny sen z 20 proc. stałym elektoratem, którym w cichości serca głęboko pogardza (skoro komunikuje się z nim takim językiem i takimi hasłami).

Smolar w "Polsce" mówi tak: "Jesteśmy świadkami erupcji gigantycznych emocji, które stają się centralnym punktem polskiej polityki. To ma poważne konsekwencje dla Polski. Przede wszystkim zdejmuje z rządu presję na wprowadzenie reform. Radykalizm PiS rozwiązuje problemy polityczne PO. Ona nic nie musi robić, gdyż wie, że strach przez radykalizmem PiS skłoni Polaków do głosowania na PO. Platforma nie musi walczyć o wyborców ambitnym programem ekonomicznym i społecznym". Czyli wszystko po staremu, tylko jeszcze bardziej (dzięki Macierewiczowi).

Z kolei Krzemiński - też w "Polsce" - mówi tak: "To wygląda na strategię szaleńca, ale w każdym szaleństwie jest metoda. Kaczyński postanowił, jak można przypuszczać, budować swój kapitał polityczny na negatywnych emocjach po tragedii smoleńskiej. Powraca do linii IV RP bez nazywania jej IV RP. Zamiast IV RP prezentuje nam "zbrodniczą" Polskę, co się sprowadza do tego samego: podważania instytucji państwowych, totalnej walki w państwem. Oskarżenia dotyczą przecież nie tylko premiera, członków rządu, ale też prokuratury czy innych organów państwowych zajmujących się wyjaśnianiem katastrofy".

Borysewicz na quadzie

Oba tabloidy na jedynkach mają "Potworny wypadek Borysewicza" (tego z Lady Pank). Okazuje się, że Borysewicz (55 lat!!!) uprawia wyjątkowo debilną rozrywkę: jeździ na quadzie. Jest to - moim zdaniem - zabawa dla wyjątkowych buraków, którzy lubią hałasować i smrodzić. Ostatnio widziałem gościa, który z synem zrobił czymś takim dziesięć wesołych okrążeń wokół osiedla w środku Warszawy, z gracją omijał matki z dziećmi. A na Podhalu górskie stoki upstrzone są starymi oponami samochodowymi - torami przeszkód dla quadów ("Wjazd 20 zł"). Quad stał się też popularnym prezentem komunijnym - ojcowie kupują go synom, a tak naprawdę samym sobie. A potem: "zarył twarzą w ziemię". "kilkanaście szwów", "mógł nawet zginąć". Mam nadzieję, że ktoś to czyta.

Biskup Kaszak o in vitro

Ordynariusz diecezji sosnowieckiej biskup Kaszak powiedział w kazaniu, że "katolicki polityk nie może popierać in vitro". Nic nowego, ale donosi o tym z radością "Nasz Dziennik". Biskup dużo mówił o godności: "ta procedura odbiera dzieciom prawo do godnego poczęcia". To wszystko już znamy. Ale biskup Kaszak dodał nowy wątek: ani parlamentarzystom, ani zwykłym katolikom "nie wolno uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu". O nieba! To już katolikom - według biskupa Kaszaka - nie można o in vitro nawet mówić przychylnie. Swoje przemyślenia biskup wygłosił podczas mszy na koniec Jarmarku Jakubowego w Szczecienie. Ludzie wyszli z kościoła, pod bazyliką był odpust. Strzelały pistoleciki, błyszczały karabinki, pachniało cukrową watą i pańską skórką. Zabawa, zwykłe życie. Ludzie - tak jak to robią od lat - posłuchali, co tam ma ksiądz do powiedzenia i natychmiast drugim uchem wypuścili. Są w tym trenowani od dziecka, od pierwszej lekcji religii. Kiedyś nazywałem to obłudą, płytkim katolicyzmem, cynizmem. Dzisiaj - zdrowym polskim chłopskim rozsądkiem.

Własna głupota to niecny obcych spisek

Jacek Kaczmarski w swojej Australii też czytał polskie gazety. I czasem zamieniał tę lekturę w wiersze. A wiersze czasem zamieniał w piosenki. Oto fragment "Rechotu Słowackiego" (1999). Bardziej aktualny niż jakikolwiek dzisiejszy przegląd prasy.

Pysznił się szatan swoim widowiskiem:
Karczemna burda - politycznym sporem,
Wolność - przekleństwem, czystość - pośmiewiskiem,
Rubaszny czerep - cnót patrioty wzorem,
Własna głupota - niecnym obcych spiskiem,
Rozsądek - zdradą, a zdrada honorem.
Kto sprawiedliwy w tym dymiącym kotle -
Widać nauczył się latać na miotle.



Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4

43 głosy

I nie opuszczę cię aż do śmierci

Teściowa chciała zrezygnować. Wpierw były telefony z infolinii, że to zły pomysł. Teściowa bohatersko stawiała opór. 3 lipca zadzwonili znów. Uległa