http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Unia po przejściach

Konrad Niklewicz
2010-04-30, ostatnia aktualizacja 2010-04-29 23:14

Sześć lat temu Polska i dziewięć innych krajów weszły do UE. Ale nikt w Europie nie myśli, żeby 1 maja podać szampana

Konrad Niklewicz
Fot. Marcin Klaban / AG
Konrad Niklewicz
Polska ma powody do radości: gospodarka jest w niezłej kondycji, bilans członkostwa korzystny - tylko z budżetu Unii dostaliśmy ponad 80 mld zł. Jednak stara Europa i część nowej są pogrążone w głębokim kryzysie gospodarczym. Po Grecji i Portugalii kolejne kraje odkrywają, że lata życia na kredyt kończą się koszmarnym kacem. Kryzys lat 2008-09 wywlókł na wierzch problemy, które Unia próbowała zamieść pod dywan.

W Wielkiej Brytanii deficyt przekroczył 152 mld funtów i zapewne pogrąży rządzącą Partię Pracy w wyborach 6 maja. We Włoszech dług osiągnął 115 proc. PKB, coraz trudniej sprzedać włoskie obligacje. We Francji dług sięga "tylko" 83 proc. PKB, ale prezydent Nicolas Sarkozy musi reformować system emerytalny, bo zabrakłoby na emerytury. Lekko nie będzie - w sobotę na ulice wyjdą w proteście miliony Francuzów. W Hiszpanii dziura budżetowa przekroczyła 11 proc. PKB, zmuszając rząd Zapatero do ścięcia wydatków o 50 mld euro.

Politycy zorientowali się, że wspólna waluta nie wystarczy, jeśli w Unii nie ma jednej polityki budżetowej - mechanizmów, które powstrzymałyby rządy przed gospodarczymi błędami. Strefa euro jest jak budynek, w którym pęknięcia na ścianach udawało się zamalować farbą, ale gdy przyszło trzęsienie ziemi, mury pękły.

Zamiast celebrować rocznicę Big Bangu, czyli rozszerzenia, rządy w awaryjnym trybie przygotowują się do dyskusji o reformach w Unii. I na wyścigi przygotowują pomoc finansową dla Grecji. Choć dla ich wyborców ta pomoc jest skandalem, rządzący nie mają wyjścia. Wiele europejskich banków ma w sejfach greckie obligacje warte 60-120 mld euro. Gdyby Grecja zbankrutowała, jak w dominie zaczęłyby upadać poszkodowane banki.

A skuteczny środek na chorobę będzie jeszcze trudniejszy do przełknięcia.

- Jest jeden sposób, by przyspieszyć wzrost gospodarczy w Europie: musielibyśmy przekonać Europejczyków, żeby zgodzili się pracować do 70. roku życia, a nie np. do 50. jak kolejarze we Francji i Włoszech - tłumaczył "Gazecie" Norbert Walter, główny ekonomista Deutsche Banku.

Wspólnota Europejska potrzebowała "wielkich projektów", by się rozwijać: wspólny rynek, likwidacja granic, wspólna waluta, rozszerzenie i nowy traktat. Dziś celem musi być ratowanie się przed gospodarczym upadkiem. Trudno w takich okolicznościach świętować.

  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':