Mógłby ktoś powiedzieć: normalne. Trochę przyzwyczailiśmy się traktować dyrektora Radia Maryja jako egzotyczny element krajobrazu, jego kuriozalne wypowiedzi przestały szokować. Mnie jednak szokuje, gdy ksiądz, który dla tysięcy ludzi naprawdę jest "jedynym katolickim głosem", zastanawia się czy "to było zamierzone" i czy "komuś zależało na załatwieniu obu" braci Kaczyńskich.

Nie jest mi też do śmiechu, gdy dyrektor Radia Maryja zastanawia się, kto i w jakim celu podczas uroczystości żałobnych na placu Piłsudskiego wypuścił kaczki.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej