- Przekażcie sobie znak pokoju - mówi ksiądz arcybiskup Kazimierz Nycz, a ludzie pochylają się ku sobie, podając ręce. Uściski, powściągliwe spojrzenia, smutek uśmiechów.

Wszystko to pod błękitnym niebem, w promieniach słońca, które dziś - w dniu ceremonii pogrzebowych ofiar katastrofy pod Smoleńskiem - nieoczekiwanie rozświetliły Polskę. Czy można wyobrazić sobie bardziej przejmująca scenę? Bardziej dotkliwą?

- Oddamy hołd ofiarom, jeśli nasze spory będą sporami o Polskę. Jeśli zdołamy dostrzec drugiego człowieka w przeciwnikach - powiedział przed mszą marszałek Bronisław Komorowski.

Znika gdzieś cała pompa tych kościelnych uroczystości. Zostają biało-czarne zdjęcia. Każdy z tych, który zginął w katastrofie - polityk, stewardesa, prezydent, prezydentowa, borowiec, pilot - byli ludźmi. Ktoś ich kochał, szanował, ktoś bez nich nie potrafił żyć.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej