Drodzy prawicowi bracia w dziennikarstwie, drodzy konserwatywni publicyści. Nie szantażujcie mnie emocjonalnie tą trumną. Bo się nie dam.

Lech Kaczyński był - moim zdaniem (podkreślam! moim zdaniem!) - fatalnym prezydentem. I potrafię połączyć ten pogląd z prawdziwym żalem i żałobą. Bo jestem człowiekiem. Ta tragedia walnęła mną o ścianę tak samo jak Wami. Gdybym nie musiał zameldować się w sobotę w redakcji i rzucić w wir pracy, chyba bym zwariował przed telewizorem.

Rzucam Wam - Marcinie Wolski, Zdzisławie Krasnodębski, Piotrze Semko - rękawicę. Czy potraficie uznać mój ból? Czy pozwolicie mi przeżyć w spokoju żałobę po Marii i Lechu Kaczyńskich, po księdzu Romanie Indrzejczyku, którego uwielbiałem?

Piszecie (lub mówicie w telewizorze), że jestem cyniczny. Bo "liberalne media wyśmiewały prezydenta, a teraz udają żałobę". Bo - pośrednio - odpowiadam za tę śmierć: "Na kolana łajdaki, sypać popiół na głowę/ Dziś możecie Go uczcić tylko wstydu minutą!".
Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej