http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Na Wawel żywym daleko

Aleksandra Klich
2010-04-13, ostatnia aktualizacja 2010-04-13 20:15

Fot. WOJCIECH MATUSIK / AG

Muzealny, zimny Wawel nie jest już dobrym miejscem pochówku dla nikogo. Więzi pamięć o ludziach, zamienia ją w pomniki. Niewiele w nim emocji, wiele rekwizytów, masek, napuszonej, sztucznej wzniosłości

Aleksandra Klich
Fot. Maciej Jarzębiński / AG
Aleksandra Klich
Bardzo mi żal prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Zostanie pochowany na Wawelu - w polskim narodowym muzeum. Będzie leżeć daleko od ludzi, w zimnej krypcie, do której wchodzi się za biletem wstępu (normalny - 12 zł, ulgowy - siedem, w grupie zorganizowanej - taniej o złotówkę) i w określonych godzinach (w porze letniej od 9 do 17, w zimowej - do 16). Małe pocieszenie, że ktoś, kto zechce go odwiedzić, będzie mógł jeszcze wspiąć się na Dzwon Zygmunta oraz zerknąć do Muzeum Katedralnego i skorzystać z przewodnika (po Grobach Królewskich oprowadza przez 10 minut).

Muzealny, zimny Wawel nie jest już dobrym miejscem pochówku dla nikogo. Więzi pamięć o ludziach, zamienia ją w pomniki. Niewiele w nim emocji, wiele rekwizytów, masek, napuszonej, sztucznej wzniosłości.

Jest bezruch i martwota. Żadnej idei, myśli, tchnienia, które - jak ponad sto lat temu chciał Stanisław Wyspiański - wyzwoliłyby Polskę i Polaków. Nieprzypadkowo część jego "Wyzwolenia" dzieje się na Wawelu - w tym wypełnionym śmiercią skansenie narodowych trucheł. Nieprzypadkowo już od dziesięcioleci nie grzebie się tu żadnych Polaków.

Szczególnie żal mi pani Marii. Ona - taka miła, ciepła, urocza - na pewno chciałaby być bliżej ludzi, których lubiła i którzy ją lubili i szanowali. Bliżej swoich sąsiadów z warszawskiej kamienicy, bliżej swojego mieszkania przy ulicy Czerwonego Krzyża, bliżej ulic i skwerów, które pokochała. Nie zasłużyła na pochówek w zimnej krypcie. Takich ludzi jak ona nie oblewa się spiżem, nie czyni z nich muzealnych eksponatów, tym bardziej, że ciągle pulsuje żywa pamięć o jej dobroci, wdzięku, reklamówce, w której nosiła za mężem kanapki, i geście, z jakim poprawiała fałdy na jego marynarce.

Pani Maria na pewno wolałaby, żeby ci, którzy chcieliby na grobie jej i jej męża położyć kwiaty i zapalić znicz, mieli do nich blisko. Tak jak np. do warszawskiej katedry św. Jana.

Do muzeum wszystkim żywym jest daleko.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1699 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':