W ciągu kilkunastu dni marszałek Sejmu musi podać termin wyborów prezydenckich. Wybory muszą się odbyć do 20 czerwca. Do tego czasu nie skończy się żałoba ani ta narodowa, ani ta prywatna. Trudno sobie wyobrazić prowadzenie jakiejkolwiek kampanii wyborczej, bo i czego ona miałaby dotyczyć?

Kampania to emocje, często negatywne. Katastrofa, w której zginęli najważniejsi politycy, zabrała dwóch kandydatów do fotela prezydenckiego. Szukanie nowych wydaje się niestosownością. Jest sprzeczne z powszechnym poczuciem żalu.

Jak się w takiej sytuacji ma odnaleźć klasa polityczna, tak okrutnie poraniona i osierocona? Jak ma wyjść na spotkanie z równie zagubionych i osieroconym społeczeństwem, które dawało wyraz swojemu żalowi na ulicach Warszawy i przed Pałacem Prezydenckim?

To, co teraz będzie się działo, stanie się wielkim sprawdzianem polityków, którzy muszą wykazać się i delikatnością, i odpowiedzialnością. Gdy minie pierwszy szok, jakieś decyzje trzeba będzie podejmować.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej