"Czas wyrzeczeń minął. Rząd się chwali, że Polska jest jedynym krajem w Europie, który ma wzrost gospodarczy. Podzielmy się nim z pracownikami" - twierdzą związkowcy, o czym donosi na pierwszej stronie "Gazeta Wyborcza". W dyskusji ekonomistów, która przed kilku tygodniami odbyła się w "Gazecie" wszyscy dyskutanci podkreślali, że udało nam się przejść przez kryzys stosunkowo dobrze, dzięki postawie pracowników, którzy nie protestowali przeciwko cichym obniżkom ich dochodów przez pracodawców. Rynek pracy okazał się w Polsce bardziej elastyczny niż wynikałoby to z zapisów prawa. Działacze związkowi w przedsiębiorstwach bardziej odpowiedzialni niż to się przedstawia. Czyżby sielanka miała się ku końcowi?
"Dziennik. Gazeta Prawna" donosi na pierwszej stronie o aferze lub przynajmniej o podejrzeniu
afery z udziałem brata ministra Drzewieckiego. "Brat ministra sportu Mirosława Drzewieckiego skazany za trzy oszustwa, podrobienie dokumentu i podejrzany o przywłaszczenie maszyn z leasingu proponował austriackiej firmie załatwienie rządowych kontraktów" - pisze Wojciech Cieśla. Jak zaczęły się kontakty Dariusza Drzewieckiego z Alpine Bau? Ustaliliśmy, że pod koniec marca albo na początku kwietnia 2009 r. do szefostwa austriackiej firmy Alpine Bau zgłosiło się dwóch pośredników. Nie udało nam się ustalić ich nazwisk. Wiemy, że obaj byli Austriakami. Nasi rozmówcy opisują ich jako "ludzi z kontaktami". Pośrednicy przedstawili propozycję: pomoc w interesach w Polsce. Pomagać ma brat urzędującego ministra sportu (...) Drzewiecki powołuje się na swoje wpływy w urzędach. Obiecuje załatwić kontrakty na budowę orlików, stadionów (nadzoruje je jego brat) i autostrady A2. Warunek: Alpine zawiąże z nim spółkę. Firma nie chce współpracy z bratem ministra. Do powstania spółki ostatecznie nie dochodzi".
Wygląda to na propozycję korupcyjną, choć wątpliwości pozostają. Gdyby rzeczywiście powstała spółka Alpine z Dariuszem Drzewieckim, nie mogłaby się ubiegać o kontrakty nadzorowane i rozdzielane przez Mirosława Drzewieckiego. Sprawa byłaby szyta zbyt grubymi nićmi. Chyba, że Dariusz Drzewiecki byłby cichym wspólnikiem. No cóż, poczekamy na rozwój śledztwa, a byłemu ministrowi sportu z góry współczujemy brata.
W "Rzeczpospolitej" Piotr Gursztyn twierdzi, że
wczorajsze zeznania Jacka Cichockiego przed komisja śledczą podważyły dotychczasową linię obrony premiera: "Po zeznaniach Cichockiego nie da się już uciec od kwestii domniemanego przecieku z Kancelarii Premiera. Zresztą posłowie opozycji uznali, że to najbardziej obiecujący wątek. Jacek Cichocki mocno zaprzeczył, że sam był źródłem przecieku. Jednocześnie przyznał, że w świetle materiałów CBA musiało coś takiego nastąpić. Niemiło tym zaskoczył posłów z Platformy, którzy wcześniej zwalczali przedstawioną przez CBA wersję, według której ich śledztwo spalił przeciek z Kancelarii Premiera".
Zupełnie inaczej zeznania Cichockiego zrozumiał dziennikarz "Polski. The Times" Agaton Koziński, który jest autorem tekstu: "Cichocki: Mariusz Kamiński okłamał premiera":
"- Czy Kamiński okłamał premiera? - dopytywał się poseł Zbigniew Wassermann. - Tak, choć w sierpniu nie miałem takiego wrażenia - odparł Cichocki. Twierdził też, że on sam nie zinterpretował informacji o przecieku jako zawiadomienia o przestępstwie. Nie uznał jej nawet za dokument bardzo ważny. I - co ciekawe - Cichocki zapewniał, że w rozmowie z premierem Mariusz Kamiński usprawiedliwiał Grzegorza Schetynę, a o córce Sobiesiaka Magdalenie (o której dużo opowiadał we wtorek Kamiński) nawet nie wspomniał".
Wszystkie gazety donoszą też dziś o zaskakującej porażce Demokratów w wyborach uzupełniających do Senatu w stanie Massachusetts.
"Rzeczpospolita" : "- To cud! To cud! - krzyczeli po ogłoszeniu wyników zwolennicy Browna - kandydata republikańskiego. Jeden z liderów republikanów Mitt Romney nazwał głosowanie referendum w sprawie polityki Obamy. Patrick Kennedy, syn zmarłego senatora, nie ma zaś wątpliwości, że wyborcy szukali po prostu "chłopca do bicia", którego mogliby ukarać za rosnące bezrobocie i utratę domów. - Pragną krwi, a ponieważ jej nie dostają, to chcą zaprotestować i nie można ich za to winić - podkreślił cytowany przez "Politico" Patrick Kennedy".
"Gazeta Wyborcza" : "Wygrana republikanina Scotta Browna nad demokratką Marthą Coakley jest w Ameryce wielką sensacją. Demokratów jest w Massachusetts niemal trzy razy więcej niż Republikanów. Co piąty demokrata zagłosował wprawdzie we wtorek na Browna, ale o wszystkim zdecydowali wyborcy niezależni, którzy poparli republikanina w stosunku ponad 2 do 1.
- Ludzie są wściekli, sfrustrowani. Ta sama fala, która wyniosła mnie do Białego Domu, teraz wyniosła Scotta Browna do Senatu - powiedział wczoraj prezydent Barack Obama".
"Dziennik" "Potężny cios dla Baracka Obamy w pierwszą rocznicę prezydentury. W Massachusetts - bastionie Demokratów - w wyborach uzupełniających do Senatu wygrał mało znany Republikanin Scott Brown. W efekcie cały polityczny program prezydenta, z reformą systemu opieki zdrowotnej na czele, stanął pod znakiem zapytania".
Ciekawe, w sprawach polskich komentarze gazet są bardzo zróżnicowane. A w kwestii oceny sytuacji amerykańskiej panuje całkowita jednomyślność.