Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Z dzieciństwa Alojzy Lysko zapamiętał babcię, która, siedząc na zydelku, skrobała ziemniaki, a łzy toczyły się jej po pobrużdżonych zmarszczkami policzkach. Płakała za starszym Alojzem, swoim synem. Gdy w 1945-46 mężczyźni zaczęli wracać do domów z sowieckiej niewoli, wysyłała wnuka przed dom: "Idź przed wrota, może wrócił". Ale syn nie wrócił. Wtedy babcia powiedziała chłopcu: "Alojz, ty się musisz dzielić twoim życiem z ojcem. Na pół".

"I od tego czasu moja dusza jest przepołowiona" - mówi Alojzy Lysko, pisarz, nauczyciel, były poseł PiS-u, radny z Bojszów na Górnym Śląsku, w znakomitym filmie dokumentalnym Mariusza Malinowskiego "Dzieci Wehrmachtu" nakręconym według scenariusza Piotra Lipińskiego (jego reportaż o Alojzym Lysce "Zły mundur" ukazał się w "Dużym Formacie").

Kamera towarzyszy Lysce podczas podwójnych poszukiwań: grobu ojca zaginionego na Ukrainie i prawdy o udziale Górnoślązaków w niemieckiej armii. Lysko niestrudzenie krok po kroku tropi zagadkę, a kamera towarzyszy mu wszędzie: podczas rozmów ze starymi Ślązakami, byłymi żołnierzami Wehrmachtu, w niemieckim urzędzie i ukraińskim magistracie, dyskretnie obserwuje wzruszenie, gdy w końcu staje przed białym krzyżem na stepie.
Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej