Po trzech dniach przesłuchań i zaledwie dwu godzinach narady Krajowa Rada Sądownictwa wyłoniła dwóch kandydatów do urzędu pierwszego niezależnego od rządu Prokuratora Generalnego. Który z nich zostanie pierwszym w III RP niezależnym od rządu Prokuratorem Generalnym, zdecyduje prezydent
Lech Kaczyński.
Znając jego niechęć do b. członków PZPR i do Platformy Obywatelskiej można sądzić, że raczej nie wskaże Edwarda Zalewskiego, obecnego zastępcy ministra sprawiedliwości.
Ale jeśli Prokuratorem Generalnym zostanie sędzia Seremet, to będzie potrzebował doświadczonych prokuratorów do budowy nowej prokuratury. I Zalewski - który już ma w szczegółach opracowaną koncepcję rozwiązań prawnych i organizacyjnych, i doskonałą orientację w środowisku - byłby wtedy doskonały jako jego prawą ręka.
Taki tandem sędzia-prokurator mógłby stworzyć w prokuraturze autentyczną nową jakość. Tym bardziej, że ich pomysły na nowa prokuraturę są bardzo zbieżne. Niewykluczone zresztą, że taka właśnie myśl przyświecała wyjątkowo zgodnym w głosowaniu członkom Krajowej Rady Sądownictwa. Gdyby np. wysunęli Seremeta i Kazimierza Olejnika, b. prokuratora krajowego, szanse kandydatów u prezydenta byłyby bardziej wyrównane. Choć Olejnik też należał przed 1989 r. do PZPR, to zadeklarował, że nie będzie robił politycznej czystki wśród dzisiejszych prokuratorów krajowych i wszystkich - łącznie z nominatami Zbigniewa Ziobry - powoła do nowej Prokuratury Generalnej. Obawa czystki była sygnalizowana przez prezydenta.
Oczywiście nic nie jest przesądzone, bo prezydent nie jest aż tak przewidywalny i w przeszłości zdarzyło mu się zadziwiać - choćby przy wyborze z dwóch kandydatów na prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Ale każdy wybór będzie dobry.
Słychać głosy, że prezydent może zwlekać z nominacją by uniemożliwić realizację nowelizacji ustawy o prokuraturze, która mu się przecież nie podoba i którą zawetował. To mało prawdopodobne. Bez Prokuratora Generalnego prokuratura po reformie nie może sprawnie działać. A paraliż prokuratury godziłby w bezpieczeństwo publiczne i bezpieczeństwo państwa, na którego straży - wedle konstytucji - stoi prezydent. Na coś takiego żaden prezydent - choćby nie wiem jak skonfliktowany z rządem - pozwolić sobie nie może. To samo dotyczy obaw o ewentualną kontrasygnatę premiera. To za poważne sprawy na polityczne przepychanki.