Słowo "nieuwikłany" nie zostało doprecyzowane, ale termin dopowiedział Andrzej Stankiewicz z "Newsweeka", który przypomniał, że Kaczyński nie był agentem. A więc tu jest rozwiązanie szarady. Skoro tylko ten jeden jest "nieuwikłany", to poprzedni prezydenci - Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski - agentami byli. Wszystko zgodnie z tendencją - oprezydencie w publicznej telewizji nadzorowanej przez PiS i SLD mówi się tylko dobrze, a prezydentura to pasmo sukcesów. Prezydent Kaczyński dbał o bezpieczeństwo energetyczne Polski (nie pokazano właściwie, jak izjakim skutkiem), lecąc do Tbilisi, przyczynił się do rozwiązania konfliktu w Gruzji wczasie "rosyjskiej agresji" (prezydent Sarkozy ma na ten temat inne zdanie), przyznał prawie dwa tysiące orderów, w tym Orła Białego Annie Walentynowicz i Andrzejowi Gwieździe (zgoda, należał im się).
Na koniec "Wiadomości" oceniały wyborcze szanse prezydenta. Okazało się, że zgodnie z przedstawionym wykresem popularność Kaczyńskiego rośnie i już zbliża się do popularności premiera Donalda Tuska. Z tym że nie był to żaden sondaż preferencji wyborczych, lecz wykres zaufania społecznego. Manipulacja zręczna, bo niewielu wie, że zaufanie społeczne ma się nijak do politycznego poparcia (gdyby tak było, to Jacek Kuroń albo Zbigniew Religa wygrywaliby wszystkie wybory).
Na koniec pointa: Lech Kaczyński jest prezydentem najlepszym - to zdanie wygłasza ex cathedra Bronisław Wildstein, dziennikarz "Rzeczpospolitej" iTVP. To oczywiście wszyscy wiemy, że według red. Wildsteina Lech Kaczyński jest najlepszy. Wszystko w mdląco lukrowatym tonie. I tylko strach człowieka bierze. Bo wiele wskazuje na to, że dziennikarze telewizyjnego pisolewu będą taką propagandę robili przez cały przyszły rok, aż do wyborów prezydenckich. Będą walczyć do mdłości ostatniej. _
Źródło: Gazeta Wyborcza