W porządku. I lekcje etyki, i religii są po to, by o krzyżu dyskutować. I się nie pozabijać. Nie przepychać swego na siłę. Nie postępować jak poseł, który w 1997 r., nie cackając się, przybił w nocy krzyż w Sejmie.

Uczniowie nie zdarli, Bogu dzięki, krzyża ze ściany. Nauczyciele ani ksiądz nikogo nie rozstrzelali. Przeciwnie, podsunęli kompromis - krzyże tylko w salach do nauki religii.

Po prostu - raj. Uczniowie widzą, że można upominać się o swoje, nie być konformistą. I że zwolennik krzyża i jego przeciwnik mogą być dla siebie dobrzy. Że warto szukać kompromisu.

Czy dyrekcja szkoły kompromis podtrzyma? Wygląda na to, że się łamie, że boi się pieczątki antychrysta itd.

Taki klimat. Akurat wczoraj Sejm, broniąc krzyża przed Strasburgiem, przykazał nam pamiętać, że za nazizmu i komunizmu "akty wrogości wobec religii połączone były z masowym łamaniem praw człowieka".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej