http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kanclerz też ma pod górkę

Bartosz T. Wieliński
2009-11-24, ostatnia aktualizacja 2009-11-25 00:05

Politycy PO od kilku dni przekonują Polaków, że polski system polityczny trzeba upodobnić do kanclerskiego w Niemczech, bo ma być od naszego lepszy. Niestety się trochę się zagalopowali.

Bartosz Wieliński
AG
Bartosz Wieliński
Kanclerz, szef niemieckiego rządu, niepodzielnie skupia w swoich rękach władzę wykonawczą, bo kompetencje prezydenta ograniczają się głównie do reprezentowania kraju. Prezydent nie może np. tak jak prezydent Polski, wetować ustaw. PO daje do zrozumienia, że gdyby w Polsce wprowadzić niemieckie rozwiązania, krajem rządziłoby się skuteczniej, bo znikała groźba wetowania ustaw przez głowę państwa. To jednak dość powierzchowna analiza ustroju Niemiec.

To prawda, niemiecki prezydent nie może wetować ustaw przyjmowanych przez Bundestag. Takie kompetencje ma jednak Bundesrat - izba reprezentująca 16 niemieckich landów (każdemu w zależności od liczby mieszkańców przyznano od 6 do 3 głosów, w sumie głosów jest 69 ). W przypadku najważniejszych ustaw dotyczących np. zmian w państwowych finansach lub administracji, jeśli Bundesrat ją odrzuci, ustawa trafia do kosza. W przypadku mniej ważnych ustaw, gdy Bundesrat nie wyraża na nią zgody, powołuje się specjalną komisję mediacyjna obydwu izb, która ma zmodyfikować ustawę i przełamać opór landów. Gdyby Bundesrat dalej zgłaszał weto, Bundestag może je jednak odrzucić.

Dlatego niemiecki kanclerz może skutecznie rządzić tylko wtedy, gdy ma większość w obydwu izbach. Układ sił w Bundestagu jest jasny w dniu wyborów. Skład Bundesratu zależy od układu sił w poszczególnych landach. Ten zaś może się zmienić w ciągu kadencji Bundestagu, bo wybory do lokalnych parlamentów odbywają się według różnych kalendarzy. Co gorsza landowe wybory to okazja dla Niemców do wystawieniu rządowi cenzurki w trakcie trwania kadencji. Rezultaty mogą być bolesne, bo w najgorszym przypadku kanclerz może nawet utracić większość w Bundesracie.

Taki los spotkał w 2005 r. socjaldemokratę Gerharda Schrödera. Wówczas jego partia utraciła na rzecz CDU władzę w dużym landzie - Nadrenii Północnej Westfalii, a dwa lata wcześniej w Dolnej Saksonii. Schröder, który wówczas nie był już w stanie skutecznie rządzić, skapitulował i doprowadził do rozpisania przyspieszonych wyborów. Ewentualna utrata władzy w Westfalli w rozpisanych na maj przyszłego roku wyborach, to czarny scenariusz dla rządu Angeli Merkel. Jej koalicja ma w Bundesracie wprawdzie większość, ale jeśli straci 6 westfalskich głosów, to może znaleźć się w podobnej sytuacji co Schröder.

Nie jestem pewien czy niemieccy kanclerze zamiast toczyć nieustanną walkę o poparcie, w landach, nie woleliby mimo wszystko stabilnej kohabitacji.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':