http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Science fiction Miedwiediewa

Wacław Radziwinowicz
2009-11-13, ostatnia aktualizacja 2009-11-13 00:05

Wacław Radziwinowicz
fot. Agencja Gazeta
Wacław Radziwinowicz
Dmitrij Miedwiediew we wczorajszym orędziu obiecał rodakom gruntowną modernizację kraju. Nie przekonał jednak Rosjan, że to on jest tym przywódcą, który może prowadzić ich ku lepszej przyszłości.

Konstytucja Rosji każe prezydentowi co roku wystąpić przed polityczną elitą kraju i - za pośrednictwem telewizji - przed narodem z orędziem określającym kierunki wewnętrznej i zagranicznej polityki kraju.

Wszystko odbywa się z wielką pompą. Wczoraj w kapiącej złotem największej na Kremlu Sali Gieorgijewskiej zebrało się tysiąc członków rządu, parlamentarzystów, przywódców społeczności religijnych. Miejsce dla siebie wywalczyli też nadworni artyści, bo wśród takiej widowni wypada się pokazać.

To orędzie - drugie w karierze Miedwiediewa - było ważne. Niedługo znajdzie się on na półmetku kadencji i czas najwyższy, by wyszedł z cienia poprzednika i pokazał, że jest zdolny odegrać już jeśli nie czołową, to choć samodzielną rolę w polityce.

I próbował. Kilka tygodni temu opublikował w internecie programowy artykuł "Naprzód, Rosjo!", zachęcając rodaków do dyskusji nad stanem kraju i obiecując, że ich głosy weźmie pod uwagę, pisząc tekst orędzia. Na ten apel odpowiedziało ponad 35 tys. Rosjan.

Wczoraj Miedwiediew roztoczył przed rodakami wizję kraju odchodzącego od poradzieckiego modelu gospodarki opartej na eksporcie surowców i stającego się mocarstwem nowoczesnych technologii. Prezydent mówił: "zrobimy", "zbudujemy". Wyznaczał daty, kiedy cele zostaną osiągnięte.

Za pięć lat Rosja, w której dziś praktycznie nie istnieje przemysł farmaceutyczny, będzie produkować czwartą część potrzebnych jej społeczeństwu lekarstw. A za 11 lat - już połowę.

Za pięć lat "pojawią się u nas" reaktory nowego pokolenia i nowe paliwo atomowe, nowe technologie atomowe będą stosowane do stworzenia silnika do "lotów kosmicznych także na inne planety".

Za pięć lat Rosjanie będą mieli dostęp do szerokopasmowego internetu, cyfrową telewizję, znakomitą łączność komórkową. Za sześć lat na orbicie okołoziemskiej krążyć będzie grupa sputników zdolnych "widzieć całą planetę". Za pięć zaczną działać superkomputery w biurach projektowych. Rosja zbuduje swoją Dolinę Krzemową i prezydent już dziś wydaje polecenie uproszczenia wydawania wiz tym naukowcom z całego świata, którzy zechcą się do niej przenieść. A za dwa lata powstanie projekt szkół, "w których będą stosowane nowoczesne technologie nauczania, w których dbać się będzie o zdrowie uczniów, zapewniać im ciepłe posiłki".

Dla mieszkańców prowincji rosyjskiej, gdzie - jak się tu mówi - "nie ma nawet dróg, są tylko marszruty", to czyste science fiction. Państwo pogrążone w kryzysie - jak podkreśla znany publicysta Leonid Radzichowski - nie ma na to wszystko pieniędzy.

Ale to nie do końca prawda. Rosję byłoby stać na realizację ambitnych planów, gdyby nie panosząca się tu ogromna korupcja, która pożre wszystko. Kraj nie jest w stanie zrealizować rozpoczętych jeszcze w czasach ZSRR takich projektów jak system nawigacji satelitarnej GLONASS czy budowa rakiety balistycznej Buława, chociaż włożył w nie gigantyczne pieniądze.

Miedwiediew w orędziu obiecał, że będzie walczył z korupcją. Zapowiedział, że będzie sadzać łapówkarzy. Ale nie wspomniał nawet o tym, że jedynym skutecznym sposobem na korupcję jest prawdziwa konkurencja polityczna. Przeciwnie. Pochwalił istniejący w Rosji system partyjny jako dojrzały i odpowiadający potrzebom społecznym. A w tym systemie prawie absolutny monopol ma złożona z funkcjonariuszy państwowych "partia władzy" Jedna Rosja, która kontroluje parlament i większość samorządów. Taki układ będzie raczej krył, niż zwalczał korupcję. Gdyby Miedwiediew odważył się obiecać, że spróbuje to zmienić, zdobyłby sympatię demokratycznie nastawionych Rosjan.

Część widzów w Sali Gieorgijewskiej słuchała trwającego ponad 100 min wystąpienia prezydenta z rozbawieniem, część była znudzona. Czegoś takiego tu nie widziałem od czasów Borysa Jelcyna, który nie bardzo sobie radził z czytaniem tekstu i robił przy tym śmieszne błędy. Na takie ignorowanie tego, co mówił w orędziach prezydenckich Władimir Putin, nikt by sobie nie pozwolił.

Teraz Rosja czeka na benefis premiera, który 26 listopada ma na żywo za pośrednictwem łączy telewizyjnych rozmawiać z rodakami w całym kraju. Zainteresowanie tym spotkaniem i zrozumienie będzie większe, bo Putin jak nikt potrafi rozmawiać z rodakami, a oni uważają go za prawdziwego przywódcę.

Akurat wczoraj tygodnik "Forbes" opublikował listę najbardziej wpływowych polityków świata. Putin znalazł się na trzecim miejscu, Miedwiediew - dopiero na 43. O jedno miejsce wyprzedził go nawet rosyjski wicepremier Igor Sieczin.

  • 26 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':