Listopadowe święto, celebra jak co roku: prezydent przemawia i składa wieńce, przebierańcy maszerują w różnych mundurach, biskupi odprawiają msze za ojczyznę.
Jest też nowa tradycja. Na ulicach Warszawy, po raz kolejny, odbywa się praktyczna dyskusja o kształcie polskiego patriotyzmu. Pod pomnik Romana Dmowskiego maszeruje ONR - młodzi ludzie bez żenady odwołujący się do tradycji polskiego faszyzmu. Przeciwko nim protestuje lewicowa młodzież, też przywołująca hasła z lat 30., ale zupełnie inne: "Faszyzm nie przejdzie" czy "No pasaran".
ONR poszedł w końcu wczoraj inną trasą niż zaplanowana. Antyfaszystów, z których część usiłowała zablokować wraży pochód, policja rozgoniła i spisała.
Patrzyłem na kilka dziewczynek (chłopaki uciekają, na końcu zawsze zostają dziewczyny) wtulonych w ogromny transparent "Faszyzm nie przejdzie", otoczonych przez rosłych policjantów. Zastanawiałem się, za co je skażą, za manifestowanie pod takim transparentem?
Grupka młodzieży ścigająca się z policją, żeby zablokować faszystowski pochód, to byli najważniejsi bohaterowie naszego narodowego święta. Wielu z nich uważa się za anarchistów i nie wierzy w jakiekolwiek państwo, wielu zrażonych nieustanną bogoojczyźnianą celebrą nie uważa się za patriotów. Chcą być obywatelami świata. To oni jednak uratowali polski honor w dniu narodowego święta. Jedyni, którzy odważyli się splunąć w najgorszą z polskich twarzy.
Źródło: Gazeta Wyborcza