http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kto zapłaci za cyfrowe skarby?

Vadim Makarenko
2009-09-25, ostatnia aktualizacja 2009-09-25 08:26

Zamiast otwarcie ogłosić powszechną zrzutkę na cyfrową rekonstrukcję "Krzyżaków" Forda czy "Jacka i Agatki", opowiada nam się bajki, że zapłacą za to producenci sprzętu audio-wideo

Vadim Makarenko
Fot. Marcin Klaban / AG
Vadim Makarenko
Ministerstwo Kultury chce przenieść na nośniki cyfrowe wszystkie polskie filmy, programy telewizyjne i radiowe, a te audiowizualne archiwalia polskiej kultury, którym grozi zniszczenie, zrekonstruować. I udostępnić całość przez internet.

Dlatego powstaje ustawa o Narodowym Instytucie Audiowizualnym, o której napisaliśmy w środowej "Gazecie". To ogromny projekt, ale państwu brakuje nań pieniędzy. Stąd pomysł, by obciążyć producentów sprzętu audio-wideo opłatą 1 proc. od ceny każdego urządzenia, które pozwala filmy i programy odbierać, odtwarzać, kopiować. Autorzy projektu przekonują, że cyfryzacja cennych archiwaliów audiowizualnych zwiększy przecież sprzedaż tych urządzeń.

Producenci audio-wideo nie negują konieczności cyfryzacji, bo stare taśmy niszczeją i za kilka lat sporo z nich przepadnie bezpowrotnie. Ale na nowe opłaty się nie godzą. Już dziś przekazują do 3 proc. ceny swych produktów twórcom z tytułu praw autorskich. A także płacą za złomowanie swych urządzeń.

Zresztą, czy nagrania konkursów chopinowskich albo wydania "Dziennika telewizyjnego" z lat 1980-81, o których mówił nam szef Instytutu, rzeczywiście napędzą sprzedaż telewizorów, smartfonów, odtwarzaczy DVD i iPodów? Trzeba być optymistą, by w to wierzyć. Takie zakupy pobudza głównie kultura popularna, a ona z nielicznymi wyjątkami już jest scyfryzowana.

Co więcej, za cyfryzację archiwów będziemy musieli zapłacić wszyscy. I to trzykrotnie. Najpierw - jako podatnicy, bo koszt projektu częściowo pokryje państwo. Następnie - jako konsumenci kupujący nowy telewizor czy odtwarzacz, bo producent dorzuci do ceny kontrybucję "cyfryzacyjną". Na końcu - jako widzowie, którzy ściągną utwór ze strony internetowej Instytutu, bo nie wszystkie utwory będą tam bezpłatne. Część właścicieli praw autorskich nie wyrazi na to zgody.

A dlaczego ustawa nie miałaby gwarantować nam wszystkim bezpłatnego dostępu do cyfryzowanych utworów? Gdy kupujemy auto, wiemy, co dostajemy; mamy podaną pojemność silnika, typ klimatyzacji, podgrzewanie foteli itd. I płacimy tylko raz.

Instytut natomiast chce nam sprzedać auto, obiecując, że z czasem coś mu doda, coś poprawi... A potem za dodatki coś nam policzy. Niby dlaczego? Gdyby taką ofertę złożył mi diler w salonie samochodowym, tobym go wyśmiał.

Projekt komplikuje system podatkowy, zamiast go upraszczać. Jest sprzeczny z obietnicą rządu, że nie podniesie podatków. Tworzy kolejny państwowy fundusz, który - jak wiele innych - może źle zarządzać publicznym groszem.

Opieka nad archiwami to zadanie państwa i musi ono szybko wymyślić lepszą metodę, by je ocalić i zachować nad nimi jakąś kontrolę. Bo inaczej - gdy pleśń wedrze się do nich na dobre - będzie musiało na gwałt powierzyć cyfryzację temu, kto po prostu ma pieniądze. Na przykład Google'owi. Ale wtedy to on będzie dyktował warunki.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':