Lech Wałęsa: Spotykamy się we trzech po raz pierwszy od 20 lat. 17 sierpnia 1989 r. podpisaliśmy umowę o zawiązaniu koalicji "Solidarność"-ZSL-SD. Panowie Malinowski i Jóźwiak wzięli wtedy na siebie wielki ciężar. Do końca się bałem, że się przestraszą i wycofają. Ale oni wytrwali. To im zawdzięczamy ten wielki sukces. Chcę im dzisiaj oddać honor.

Rafał Kalukin: A pan nie czuł wtedy dyskomfortu, wchodząc w koalicję z satelitami partii komunistycznej?

Wałęsa: Oba te stronnictwa były w koalicji z PZPR, ale dla nas to nie byli żadni komuniści. Wciągnięto ich w tamten układ, nie byli jednak przeciwnikami "Solidarności". No więc my kombinowaliśmy, czy w ZSL i SD pojawili się już ludzie gotowi powiedzieć "dość". I trafiliśmy na takich ludzi.

Roman Malinowski: Skończmy z tymi "satelitami". Powstanie "S" wpłynęły na zmiany w obozie władzy. ZSL wybijało się na suwerenność, nasze relacje z PZPR stawały się coraz bardziej partnerskie. Opowiadaliśmy się za dialogiem i współpracą z opozycją. Po wyborach 4 czerwca pojawiła się zupełnie nowa sytuacja. PZPR w szoku porażki nie chce oddać władzy. I "Solidarność" w szoku zwycięstwa, nie bardzo chce tę władzę brać na siebie. Powstał pat. Wielką zasługą Lecha Wałęsy jest, że wystąpił z propozycją koalicji "S"-ZSL-SD i dzięki temu pat został przełamany.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej