Jak odróżnić dziennikarza TVP od TVN? Dziennikarz TVP co rano stoi w kiosku po "Gazetę Wyborczą". Taki dowcip krąży w telewizji publicznej. Dlaczego? Bo prezes Piotr Farfał wezwał do cichego bojkotu "Gazety Wyborczej".
Główne redakcje TVP dostały polecenie, by zrezygnować z prenumeraty "Gazety". Kupują pięć kompletów wszystkich gazet, ale tylko jeden egzemplarz "Wyborczej".
Sam się o tym przekonałem. Tydzień temu zaproszono mnie do "Subiektywnego przeglądu prasy" w TVP Info. I w pliku gazet do omówienia "Wyborczej" nie znalazłem.
Gdy zapytałem, czy to z powodu kryzysu, usłyszałem: "Sprawa jest bardziej skomplikowana". No i wyszło szydło z worka. Jedyną "Wyborczą" w redakcji miała prowadząca.
Część dziennikarzy TVP jest zażenowana, opowiadając o bojkocie "Wyborczej". Części pewnie to w smak. Dowiedziałem się, że dziennikarze programów informacyjnych TVP mają powoływać się na "Gazetę" "wyłącznie, gdy jest to niezbędne", zapraszać jej publicystów "jak najrzadziej" i korzystać "raczej z komentatorów innych mediów liberalnych", np. "Przekroju" lub "Newsweeka", niż "Gazety".
Bojkot to zemsta prezesa Farfała za ujawnienie przez "Gazetę" jego neonazistowskiej przeszłości i bliskich kontaktów z LPR.
Za to, że piszemy o zatrudnianiu w TVP tabunów działaczy Młodzieży Wszechpolskiej.
I o tym, że pod wodzą Farfała telewizja nachalnie promuje Libertas. Na domiar złego kilka tygodni temu Agnieszka Holland i Krzysztof Krauze wzywali w "Gazecie" do bojkotu TVP, dopóki rządzi nią Farfał.
No i doczekaliśmy się okrutnej zemsty.
Źródło: Gazeta Wyborcza